Opisem miejsc nieodkrytych, nieodkrytych w sensie ścisłym, powinna być biała kartka. Jeszcze lepiej: biała plama. Na starych mapach tak właśnie oznaczano miejsca nieznane. Czasami, wzorem starożytnych, dopisując jeszcze: hic sunt leones, czyli: tu przebywają lwy.
Od kilkudziesięciu lat w atlasie świata nie ma już białych plam, miejsc nietkniętych stopą człowieka. Wciąż jednak istnieją roads less traveled - szlaki mniej uczęszczane. Ale i na nich robi się coraz tłoczniej. Z każdym rokiem przybywa turystów, którzy, zamiast czekać godzinami w kolejce, by dostać się na Kasprowy Wierch, czy tłoczyć się na plaży w modnym kurorcie, w czasie wakacji wybierają turystyczne peryferia. Zamiast atrakcji, opisanych w każdym przewodniku po Polsce, wolą miejsca leżące na uboczu, nieco mniej atrakcyjne, ale za to spokojniejsze, dające chwilę wytchnienia. El Greco i reszta Patrząc z tego punktu widzenia, można powiedzieć, że mamy wyjątkowe szczęście. Obszar dawnego województwa siedleckiego, zagubiony na pograniczu Mazowsza, Podlasia i Lubelszczyzny, nie ma zabytków z najwyższej półki. Nie grozi nam, że turyści zadepczą nasze miasta, tak jak zadeptują Kraków, Gdańsk czy choćby Mikołajki. Gotycki zamek w Liwie z XV wieku, prawda, interesujący, ale gdzie mu tam do Malborka. XVII- i XVIII-wieczne barokowe kościoły, tu i tam nawet z ciekawym wyposażeniem, freskami i obrazami, owszem, zapewnią chwile wzruszeń artystycznych i dadzą schronienie przed upałem, ale gdzie im tam do krakowskiego kościoła Mariackiego czy klasztoru na Jasnej Górze. Rozproszone wśród mazowieckich i podlaskich wsi pałace i dworki, przez dziesięciolecia rujnowane, teraz pieczołowicie odnawiane przez nowych właścicieli – to, nie kryjmy, atrakcja dla nielicznych pasjonatów. „Ekstaza św. Franciszka” El Greca w siedleckim Muzeum Diecezjalnym to - europejska perła, ale też samotny rodzynek. Z dala od szlaków Co tu gadać, pod względem siły turystycznego przyciągania, przegrywamy na całej linii. Nawet restauracji McDonald’s nie mamy. Pierwsza pod Siedlcami dopiero się buduje! Na liczbę gwiazdek w popularnych przewodnikach nie możemy się licytować. Na tym polu nie wygramy. Turystycznej szansy musimy szukać w turystyce alternatywnej, przewodnikach pisanych pod hasłem: Roads Less Traveled. I liczyć na turystów, którzy złaknieni ciszy, zrezygnują z pięciogwiazdkowych zachwytów i zechcą zboczyć z utartych szlaków. W zamian otrzymają zapewnienie, że na miejscu nie spotkają tłumu sobie podobnych. Będą mogli, niepopędzani przez przewodnika, w spokoju cieszyć się ocalonym pałacem, po którym oprowadzi ich właściciel - gawędziarz, średniowiecznym grodziskiem, po którym zostały malownicze, wyniosłe wały, zabytkowy kościółkiem z cudownym obrazem, przydrożną kapliczką. O miejscach naprawę nieodkrytych, skoro nikt o nich nie wie, napisać nie sposób. Piszemy więc o tych, które trochę znamy. Czasami tylko zapominamy o ich przeszłości i znaczeniu. Dopóki do nich nie dotrzemy, pozostaną dla nas białymi plamami. Białe plamy to miejsca, które trzeba – i warto! – wypełnić samodzielną wędrówką. Wszak – cudze rzeczy wiedzieć dobrze jest, swoje – obowiązek. Dariusz Kuziak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!