Reklama

Wiatraków nie ma, protesty są

Kilkanaście elektrowni wiatrowych może już niedługo powstać w Garwolinie i gminie Garwolin. Wszystko zależy teraz od władz miasta i mieszkańców. Nie wszyscy są z tego pomysłu zadowoleni i, mimo że przeprowadzono dopiero wstępne rozmowy, już zaczynają się protesty.

Przedstawiciele firmy Windprojekt, która chce elektrownie wiatrowe postawić, jednak się tym nie przejmują. Zrealizowali już niejedną inwestycję i protesty się zdarzały. – Zawsze dochodziliśmy do porozumienia – tłumaczy Mieczysław Wasielczuk
z Windprojektu.

Firma najpierw zrobiła odpowiednie badania, przeanalizowała mapy, układ terenu itd. i wtedy okazało się, że jest możliwość postawienia w Garwolinie elektrowni wiatrowych. Najlepszym miejscem jest wyjazd z miasta w  kierunku Siedlec, czyli teren miasta określany jako Budzeń. Część wiatraków stałaby na terenie miasta, a część na terenie gminy Garwolin. Żeby je postawić, firma musiałaby uzyskać decyzję o lokalizacji inwestycji celu publicznego. Taki dokument wydaje burmistrz miasta. Jednak on postanowił skonsultować taką decyzję z radnymi. Przedstawiciel Windprojektu został zaproszony na posiedzenie Komisji Budżetu i Rozwoju, której członkami są wszyscy garwolińscy radni. Tam opowiadał o inwestycji, jej skutkach dla miasta (w tym m.in. podatku od nieruchomości, jaki za elektrownie będzie odprowadzała firma). Wszyscy mogli też obejrzeć multimedialną prezentację. Potem radni mieli się opowiedzieć w głosowaniu, czy chcieliby takie elektrownie na terenie miasta. Dziesięciu radnych głosowało na „tak”.
Firma rozpoczęła więc rozmowy z właścicielami gruntów, na których chciałaby elektrownie zlokalizować. Teren trzeba bowiem wydzierżawić na 25 lat. Właściciel otrzyma oczywiście czynsz za taką dzierżawę.

Już sześć dni po posiedzeniu komisji do Urzędu Miasta w Garwolinie dotarło pismo, podpisane przez
12 właścicieli działek, sąsiadujących z terenem, na którym miałyby elektrownie stanąć. Wszyscy podpisani chcą spotkania z burmistrzem. Na zebraniu miałyby zostać im przedstawione konsekwencje postawienie elektrowni i „określenia skutków, jakie ta inwestycja może wywołać co do możliwości wykorzystania działek pod budownictwo”.
Władze miasta zapewne takie spotkanie zorganizują. I wtedy mieszkańcy dowiedzą się, że takie wiatraki żadnym zagrożeniem dla nich nie są. – Pola wokół takich elektrowni można bez problemu uprawiać – zapewnia M. Wasielczuk. – Nam potrzebne jest jedynie od 1500 do 3000 metrów kwadratowych na każdą z turbin. Ziemia wokoło może być wykorzystana na cele rolnicze, hodowlane czy przemysłowe. W bezpośrednim sąsiedztwie takich turbin nie mogą znajdować się jedynie domy, w których ktoś przebywa dłużej niż 4 godziny dziennie.

M. Wasielczuk zapewnia, że zgodnie z przepisami domy można budować już  w odległości 200-300 metrów od takiej elektrowni. – My dla bezpieczeństwa inwestycji i mieszkańców zachowujemy jednak co najmniej 500-metrową odległość – dodaje M. Wasielczuk.
Decyzja będzie teraz należała do mieszkańców, od których należałoby wydzierżawić pole i do władz miasta i gminy, które na inwestycje muszą się zgodzić

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama