Reklama

Zmarł Jerzy Połomski - wspomnienie Tomasza Markiewicza z koncertu w Żaboklikach

Z wielkim żalem przyjąłem informację o śmierci Jerzego Połomskiego. Miałem przyjemność zapowiadać artystę trzykrotnie jako konferansjer w Siedlcach (Festiwal "Summertime"), Radomiu i Żaboklikach.

O maestrii artysty pisałem na łamach prasy.

Jeśli ma się asa w rękawie, to można występować z powodzeniem nawet sześćdziesiąt lat i nadal wzruszać publiczność. Tak jak Jerzy Połomski. A propos... Jest wielce prawdopodobne, że przejdę do historii jako jeden z ostatnich konferansjerów zapowiadających pana Jerzego. Koncert odbył się 8 października 2017 r. w Żaboklikach. Artysta zwierzył mi się w kuluarach, że definitywnie rozstaje się ze sceną, a dwa dni później poinformował już o tym oficjalnie w telewizyjnej „Panoramie”. – Mam problemy ze słuchem. Męczy mnie słaba akustyka małych, popeerelowskich sal, gdzie przychodzi mi występować – powiedział w Żaboklikach. I był to mały przytyk do tego, co czeka go tu i teraz: występu w wiejskiej świetlicy. Ale potem dał koncert. I to taki, że ho, ho! – Które przeboje chcecie państwo dzisiaj usłyszeć? – zapytałem jako konferansjer. – Wszystkie – odpowiedziała publiczność. – Załatwione. Pod jednym warunkiem: że cała sala śpiewa z nami! Po chwili pojawił się artysta, a wraz z nim burza oklasków. – Zostawcie państwo te brawa na później, kiedy już nie będę miał siły śpiewać – kokietował. – I jak było? Nie za głośno? – dopytywał po każdej piosence. – Coraz gorzej słyszę – usprawiedliwiał się. Zupełnie niepotrzebnie, bo czarował od początku do końca występu niczym Wielki Liberace. Publiczność podziwiała znakomitą dykcję piosenkarza. Każdy artysta w wieku osiemdziesięciu czterech lat chciałby śpiewać jak Jerzy Połomski. Pod koniec występu poczuł jednak zmęczenie, podziękował za występ i pożegnał się z publicznością. Widownia miała jeszcze nadzieję na bis. W tym celu kilkakrotnie zaintonowała a cappella refren „Cała sala śpiewa z nami”. Ja w tym czasie „zespół wespół” z organizatorami koncertu pertraktowałem w garderobie z artystą. Pan Jerzy był jednak nieugięty. Powiedział: „Mam swoje zasady, pożegnałem się z publicznością. Już nie wrócę...”. Z garderoby usłyszał jeszcze tylko gromkie „Sto lat”. I to rzeczywiście był koniec! To jeszcze jedno krótkie wspomnienie. Kiedyś jako dziennikarz relacjonowałem Międzynarodowy Festiwal Piosenki „Malwy” i spotkałem w kuluarach kompozytora Włodzimierza Korcza. W tym samym czasie schodził ze sceny obsypany gradem oklasków Jerzy Połomski. A pan Włodzimierz zauważył: „On śpiewa tak, jak już nikt w Polsce nie śpiewa, bo nikt tak nie umie śpiewać ( profesjonalnie, z zachowaniem pewnych artystycznych prawideł.) I widział pan reakcję ludzi: przyjęto go fantastycznie”. TOMASZ MARKIEWICZ

Reklama

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Źródło i opracowanie własne Aktualizacja: 16/09/2025 11:24
Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama