Reklama

22 lipca, czyli mieszanka firmowa

21/07/2009 12:34

Ćwierć wieku temu ten felieton napisałbym w czynie partyjnym i oddał kilka dni przed terminem, przekraczając normę o, powiedzmy, 22 procent. Wydrukowany na czerwonym jak cegła tle dołączyłby do takich osiągnięć socjalizmu, jak Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina, Fiat 126p czy Trasa Łazienkowska. Wszystkie te cuda techniki oraz niezliczone pomniki, hale produkcyjne, dworce, mosty i obiekty kultury przekazano lub uruchomiono 22 lipca. W ten sposób PRL co roku hucznie obchodził swoje urodziny. Przypominam tę oczywistą okoliczność, bo rosną młode, szczęśliwe pokolenia i mogą nie pamiętać.

Dobrze się złożyło, że ćwierć wieku temu, gdy sam byłem niezwykle młodym pokoleniem, nie miałem nic do napisania. No może z wyjątkiem kilku rozpaczliwie romantycznych wierszy.
Gdyby złożyło się inaczej, felieton na 22 lipca uroczyście złożyłbym w hołdzie ludowi pracującemu miast i wsi. Mógłbym też, jak Pstrowski zapytać: „Kto da więcej, co ja?” i wyśrubować normę. (Teraz zresztą też mogę). A gdybym z powodu obiektywnych trudności lub reakcyjnej dywersji nie zdążył na czas, zaciągnąłbym produkcyjne zobowiązanie, że felieton będzie gotowy na 7 listopada, czyli rocznicę rewolucji październikowej. (Za komuny taki był porządek, że nawet rewolucję październikową świętowało się w listopadzie).
22 lipca, przynajmniej w końcówce PRL, czyli w moich szkolnych czasach, to nie było straszne święto; w porównaniu z 1 maja - niemal sielanka, środek wakacji, szczyt urlopowego sezonu. Nie potrzeba było stosować nazbyt pokrętnej dialektyki, by wymigać się od nadętych uroczystości i pochodów ze szturmówką. Zwłaszcza że pochodów, jak się zdaje, nawet nie urządzano. Uzurpatorska władza zaspakajała się we własnym gronie, nieustannie udowadniając swoją prawomocność oraz dziejową nieuchronność. Nazywało się to: Narodowe Święto Odrodzenia Polski. Cztery słowa – cztery kłamstwa. Niezła średnia.
Po cichu pokpiwało się, że 22 lipca to święto czekolady. Dlaczego? - zapyta młode pokolenie. Wyjaśniam więc, że z powodu wyrabiających łakocie Zakładów Przemysłu Cukierniczego 22 Lipca (dawniej E. Wedel). Ten dopisek: „dawniej E. Wedel” to uczyniony chyłkiem ukłon wobec sięgającej dwóch stuleci tradycji firmy warszawskich cukierników.
Czekolada, jak świat światem, zawsze była wedlowska, lipcowa – nigdy. Lipcowy był za to manifest. Ogłoszony - jak utrzymywano - 22 lipca w Chełmie. W rzeczywistości - wydrukowano go dwa dni wcześniej w Moskwie. Założycielski mit PRL-u był tak samo skłamany jak cały PRL.
Tylko mieszanka wedlowska była za komuny, co tu kryć, smaczniejsza… Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości