W sobotnie popołudnie spotkałem Staszka, kolegę z zawodówki. Nie wyglądał kwitnąco - zasępiona mina, oczy patrzące pod nogi.
- Takiś markotny, jakbyś wracał z pogrzebu? – zagadnąłem.
- Tak jakby; z roboty idę. Świątek – piątek zawsze do usług… A cholera z taką pracą! – zaklął.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!