Reklama

A szkoda…

Pewien profesor biologii miał wielkie serce do studentów oraz słabość, która uratowała wielu z nich: tematem pojawiającym się, ilekroć trzeba było „ratować” zdającego, były… robaki. Zdarzyło się, że wobec bezmiaru niewiedzy studenta (nie chodzi tu o Przemysława S.) egzaminator był tak bezradny, że chcąc mu pomóc, spytał: „Niech pan wskaże specyficzne cechy słonia”. Student spojrzał lekko zdumiony, przełknął ślinę i wydeklamował: „Słoń jest ssakiem. Wyróżniają go: ogromna masa ciała, kły oraz trąba przypominająca robaka, a robaki dzielimy na:…” I zdał…

Ta anegdota przypomina mi się, gdy czytam komentarze pod moimi felietonami publikowanymi na internetowej stronie „TS”. Mam grono „fanów”, któremu każdy mój tekst, nawet jak najodleglejszy od polityki, nieodmiennie się z nią kojarzy; przede wszystkim z rywalizacją dwu głównych formacji politycznych. I jak ów student, albo z braku wiedzy, albo nie mając nic do powiedzenia o meritum, nieodmiennie schodzą na politykę. Ale to mnie nie dziwi, bo są osoby uzależnione od niej. Niepokoi mnie natomiast nagromadzenie nadafektywności – tak to ujmę – towarzyszącej wymianie zdań. Czasem osiąga ona taki poziom, że gdyby dyskutantów zgromadzić na stadionie (miejsce świadomie nieprzypadkowe) i wyposażyć w typowy kibolski osprzęt, to naparzaliby się do krwi, byle tylko ich było na wierzchu.

Takie zachowanie uprawnia wniosek, że drzemią w nas, Polakach, tak wielkie pokłady ciemnych sił i jeszcze ciemniejszych emocji, że gdyby pojawił się złotousty i przekonywujący demagog i wezwał do krucjaty przeciwko „tym, co niszczą Polskę”, bez trudu zebrałby kohortę frustratów.
Dlatego z uporem maniaka powtarzam: opamiętajmy się, nauczmy pięknego różnienia się! Tak bardzo brakuje nam zdolności merytorycznego (wolnego od emocji) prezentowania własnych racji, brakuje cierpliwości do spokojnego wysłuchania współdyskutanta. Jednostki starają się poddać analizie usłyszane poglądy i podjąć próbę polemiki z użyciem nowych, trafniejszych argumentów. Ogół, niestety, stara się zagłuszyć oponentów, a czasami wręcz ich zglajszachtować: unicestwić przez upokorzenie… 

A dlaczego? Co daje komukolwiek prawo do tego? Przecież na pewno nie będzie dobrze i słodko w naszej ojczyźnie, gdy ogół będzie wyznawał pogląd A, a poglądy B, C, D i inne bezpowrotnie znikną? Dlaczego z taką zajadłością odmawiamy rodakom prawa do własnych racji w imię przekonania, że tylko to, co myślę ja i mnie podobni, jest prawdziwe, słuszne i zbawienne?
Sądząc po tym, jak głęboko niechęć do „innych” wżarła się w polskie życie, za mego prawdopodobnie na lepsze się nie zmieni. A szkoda…
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama