Reklama

Ani rodzina, ani ich dziewczyny nie wiedzą, jaką mają pracę

Mówią o sobie: młodzi chippendales. Mają po dwadzieścia lat i na co dzień studiują. Jeden humanista i dwa umysły ścisłe z dobrych uczelni. Nie tańczą w żadnych zespołach, doświadczenie zdobyli w dyskotekach. Artur, Czarek i Seba to ich sceniczne pseudonimy. I jest jeszcze Menedżer. Od niego się wszystko zaczęło.

- Rolą Menedżera jest zapewnić dziewczynom czas tak, aby nie zadawały pytań, były zajęte i nie czekały na nasz powrót. Ale przecież nie robimy nic złego. To tylko praca. A te pałeczki, czapeczki, kajdaneczki… Lubimy, gdy kobiety nakręcają się, piszczą i dobrze bawią. Ale od razu zaznaczamy: nasz występ to nie striptiz!

Tylko dla pań
Ostatnia sobota lipca, Siedlce, klub La Malinche. Zbliża się godzina 22.00. Przed klubem tłumy pań, w sali zajęte już wszystkie siedzące miejsca. Głośna muzyka, na stolikach drinki. Są tu młodziutkie dziewczyny i panie, mogące być ich matkami. Wszystkie roześmiane, rozluźnione, zaciekawione. Pierwszy w Siedlcach występ chippendales to w końcu historyczny moment. Jak tu przegapić taką atrakcję?
Po 20 minutach podkręcania atmosfery, muzyka uderza w uszy głośniej. Trzech tancerzy wita zgodny pisk pań. Mężczyźni mają na głowach czapeczki z daszkiem, na oczach maseczki zasłaniające pół twarzy. Są męscy: kompletnie ubrani, dobrze zbudowani. Ustawiają się twarzami do ściany. Muzyka zmienia się z rytmicznego, wyprutego z emocji dance na znany przebój, przy którym ciało samo chce się przeciągać i prężyć. Mężczyźni zaczynają tańczyć, panie bić brawo i piszczeć. Od chippendalsów odgradzają ich beznamiętni ochroniarze, pilnujący by tańczących mężczyzn i publiczność dzieliła odpowiednia przestrzeń. Zaczęło się show…

Wieczory panieńskie
Wynajmowanie striptizera lub chippendalesów na wieczory panieńskie stało się nie tyle modne, co w dobrym tonie. Musi być przecież atrakcyjnie i niezapomnianie. Dziewczyny zrzucają się i opłacają występ.
- Zamówiłyśmy koleżance na panieński wieczór striptizera. Impreza trwała już na dobre, a tu dzwonek do drzwi. Koleżanka otwiera. W drzwiach stoi policjant. Informuje, że otrzymał zgłoszenie od sąsiadów, że jest zbyt głośno. Wchodzi, by spisać dane gospodyni. Koleżanka tłumaczy się gęsto, że wieczór panieński, że już będą cicho. Policjant kiwa ze zrozumieniem głową, zdejmuje czapkę, rozpina koszulę. Ktoś włącza muzykę i facet rozbiera się. Gospodyni mało się nie przewraca z wrażenia. Odlot – opowiada uczestniczka wieczoru panieńskiego.
Menedżer siedleckich chippendales, czyli grupy Sweet Boys, nie ukrywa, że zamówień na takie imprezy jest sporo.
- Chłopaki wchodzą, gdy impreza jest już rozkręcona, dziewczyny wesołe, po pierwszych toastach. W umowie zaznaczamy, że chłopaki to nie striptizerzy. Nie dotykają pań i nie wolno ich dotykać. Ale po wykonanej robocie, jak panie sobie życzą, a oni chcą, to mogą zostać na imprezie – uśmiecha się Menedżer.
Co się potem dzieje? Różnie to bywa.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości