Reklama

Austriackie gadanie

11/06/2008 10:19

Opisując początek panowania króla Zygmunta III Wazy, Paweł Jasienica odnotował zapisek obcokrajowca, który zauważył, że „Polacy do wojny z Austrią wprawdzie nie tęsknią, ale nikt prawie się jej nie lęka”. Wypisując pod koniec ubiegłego roku – czyli już po losowaniu grup piłkarskich Mistrzostw Europy – to zdanie z „Rzeczpospolitej Obojga Narodów”, miałem niejasne przeczucie, że sześć miesięcy później, w gorącym początku czerwca, może się nam ono przydać. Z intencją przyszłego wykorzystania opinię sprzed wieków przebiegle wypisałem i teraz do druku podaję. Miałem nadzieję, że będzie to sentencja budująca. Że będzie terapeutyczna - do głowy mi nie przyszło.

Nie udało się w niedzielę wygrać z Niemcami. Trudno. Tym razem widocznie nie było nam to pisane. Skoro jednak mamy przepchnąć się – a tak zakłada plan - do następnej fazy Euro 2008, trzeba będzie teraz ograć Austriaków
i Chorwatów. Z góry wiadomo, że łatwo to nie pójdzie. Wsparcie psychologiczne naszej drużynie i nam, kibicom, bardzo się przyda. Bez psychologicznego wzmocnienia (oraz stosownych ilości środków łagodzących gorycz porażki lub wzmagających upojenie sukcesem) możemy nie podołać. Będąc w opresji, żadnego elementu przygotowań nie należy lekceważyć. Chwila historycznej refleksji także nie zawadzi.
Podczas elekcji Zygmunta III najpierw przegoniliśmy Austriaków spod Krakowa, później gładko pokonaliśmy ich pod Byczyną. Austriacki arcyksiążę Maksymilian, niefortunny kandydat do polskiego tronu, dostał się do niewoli. To właśnie wtedy ugruntowała się opinia, którą możemy, ku pokrzepieniu ducha sportowej rywalizacji, śmiało powtórzyć: „Polacy do wojny z Austrią wprawdzie nie tęsknią, ale nikt prawie się jej nie lęka”. W aktualnej sytuacji należałoby to przepisać na: „Polacy do meczu z Austrią wprawdzie nie tęsknią, ale nikt prawie się go nie lęka”. (Nawet jeśli w głębi serca czujemy nutkę niepokoju.)
Nie licząc mało znaczących epizodów, historycznie z Austriakami układało się nam nie najgorzej. Parę razy próbowali dostać się na nasz tron, ale ani razu nie wleźli. Taśmowo podsyłali nam tylko swoje chorowite habsburskie księżniczki. My załatwiliśmy im gratis odsiecz wiedeńską, oni odwdzięczyli się, stając się najmniej dokuczliwym z zaborców; zaborcą tak mało uciążliwym, że z upływem czasu wspominanym z sentymentem. Wystarczy porównać - za carycą Katarzyną ani królem Prus Fryderykiem Wilhelmem (numer bez znaczenia) nikt o zdrowych zmysłach na Mazowszu ani w Wielkopolsce nie tęskni. Za to w galicyjskich zaułkach spotkać można jeszcze miejskich dziadków, z lubością wracających myślami do czasów cesarza Franciszka Józefa.
Cesarsko-królewskie wspomnienia, cesarsko-królewskimi wspomnieniami, ale na wiedeńskim boisku w czwartek walczyć trzeba będzie do upadłego. W innym przypadku cała nasz piłka warta będzie tyle, co austriackie gadanie. Czyli niewiele.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości