Reklama

Bezczelność na dopalaczach

Sprzedawcy dopalaczy wychodzą poza swoje sklepy i reklamują towar tam, gdzie jest ruch i gwar. Gdzie? Na przykład na miejskiej działce. Dopalacze to popularna nazwa produktów, które trafiły na rynek jako legalna alternatywa dla narkotyków. Handlarze omijają prawo, bo substancje odurzające sprzedają jako towar do kolekcjonowania. Policja bezradnie rozkłada ręce, a politycy nie nadążają z wprowadzaniem zmian w prawie. Handel tymi odurzającymi substancjami odbywa się w majestacie prawa.



„Teraz najlepsze piguły, to Wisienki i mitsubishi”. „Mają dojść jeszcze Pink Champagnes, Trip Tastic”. „E... wisienki to odlot, nie no czegoś takiego nie widziałem jeszcze i nie kolekcjonowałem”. „Ziomka jak wygrzało na balkonie, to się czołgał do pokoju, nie mógł chodzić”. „Swoją drogą, ten właściciel to musi mieć jaja. Prowadzi sieć sklepów, które chcą zamknąć wszyscy politycy”. „Sklep jak sklep, dla mnie może być i osiem w tej mieścinie, kwestia, ile ma się oleju w bani. Śmieszą mnie tylko pustogłowi małolaci..., jarajcie nawet paznokcie, jak macie bazę...” – to tylko niektóre głosy internatów.
Od kiedy w Siedlcach otwarto sklep z dopalaczami, młodzież ma o czym dyskutować. Pytanie: „co ostatnio w sklepie fajnego?” hula po mieście, forach internetowych i nie pozostaje bez odpowiedzi. Wydawałoby się, że już taka forma darmowej reklamy usatysfakcjonuje sprzedawców. Ale gdzie tam. Żeby kasa spływała szerokim strumieniem, trzeba zadziałać ostro. Biznes is biznes! Dlatego wyszli poza swoje sklepy i reklamują towar tam, gdzie są tłumy. A co!
Zaczęli od jazdy z megafonami po mieście, co bardziej konserwatywnym mieszkańcom już nie podobało. To było jednak tylko preludium. Kolejny krok to reklama na masowych imprezach rozrywkowych. Za swój cel obrali sierpniowy festyn rodzinny nad Zalewem. Założyli - słusznie zresztą - że obecność Mariusza Pudzianowskiego i setek młodych ludzi przyniesie pożądany rozgłos. Pojawili się z wielką kolorową planszą i byli nawet gotowi zapłacić organizatorowi, byle tylko postawić ją w miejscu imprezy. Ich propozycja bardzo zaskoczyła właściciela „Stanicy”. W końcu to on organizował koncert pod hasłem: „Stop narkotykom. Jesteś nam potrzebny”. Co więcej, jeszcze tego samego wieczoru w jednym z jego klubów odbywała się dyskoteka „No Drugs, No Nicotine, No Alcohol”. Dlatego nie zastanawiał się ani chwili i wyprosił handlarzy z terenu „Stanicy”.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama