Gdy poranne wstawały zorze, wracałem ze spaceru z Psiną. Wokół cisza, spokój, powietrze rześkie – nic tylko rozmyślać, jak uczynić świat tycio– tycio lepszym. Nagle poczułem odór spalin; jakieś czterdzieści kroków przede mną stało policyjne auto z burczącym silnikiem i jarzącymi się światłami. Zrobiło mi się bezpieczniej. To fajnie, że stróże porządku co jakiś czas zaglądają na nasze osiedle. Co prawda, jeszcze nic tragicznego i dramatycznego ostatnimi laty się tu nie zdarzyło, ale kto wie, może dzięki takim wizytom nic złego nie stanie się w przyszłości? Drzwi auta od strony pasażera były otwarte. Stał przy nich policjant w mundurze (bez czapki) rozmawiając z panią i panem. Przechodząc obok usłyszałem następującą wymianę zdań:
Pani do policjanta: Podrzućcie nas do domu. On się nie nadaje do jazdy... Pan do pani: Pojadę... Pani do pana: Do d...y się nadajesz, nie do prowadzenia! Wieczorem, jak wydobrzejesz, przyjdziesz i zabierzesz samochód... Nic mu będzie... Policjant do pana: Ona ma rację, siadaj, zawieziemy was na chatę... Pan do policjanta: Daj spokój! Mam jutro służbę, muszę się wyspać. Nie będę łaził za samochodem. A ty – zwrócił się do pani – tylko dymu narobiłaś! Po co dzwoniłaś!? Słuchaj – pan zwrócił się do policjanta – jak już, to popilotujcie mnie do domu… Policjant do pana: Mowy nie ma! Pakuj się do budy i jedziemy...
Pan dał za wygraną. Dał się upchnąć w budzie; obok niego usiadła pani, a drzwi zamknął policjant. Auto ruszyło. Światła rozmyły się w mroku, a smród spalin rozwiał. Wrócił spokój i cisza – porządek i bezpieczeństwo też. A do mnie wróciły myśli na temat działań, które mogłyby uczynić życie tycio-tycio lepszym. Choćby w takim zakresie, w jakim policyjny patrol zmienił na lepsze życie pani i pana. Po pierwsze, nie musieli drałować piechotą do domu – a może mieli daleko? Po drugie, trzeźwość myślenia pani (w przeciwieństwie do myślenia pana) oraz stanowcza i przyjacielska postawa policjanta zapobiegły pojawieniu się na drogach kolejnego pijanego kierowcy. To pięknie, bardzo pięknie! Zbudowany tą konstatacją nie mam już serca utyskiwać na łamanie przepisów o służbie patrolowej czy roztaczanie okropnych wizji, co by było, gdyby doszło do kolizji pojazdu służbowego, w którym ucierpiałyby osoby postronne wiezione w szlachetnym porywie serca do domu, tak jakby w mieście taksówek nie było. A zresztą, po co? Przecież takie pisanie jest równie mało skuteczne, jak wytyczne Komendy Głównej Policji w sprawie przeciwdziałania zjawisku „blue taxi”, czyli wykorzystywania pojazdów służbowych do celów, tak ujmę, niestatutowych. Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!