Jakoś nie mam okazji (i chwalić Boga!) sprawdzić osobiście, jak jest z opłatami za posługi duchowne. A jest coś nie tak, bo moja Mama zaczęła mówić o drożyźnie w Kościele. Niedawno wyraziła oburzenie na nagabywanie wikarego, by dołożyła dwie dychy do 80 zł, jakie ofiarowała za dwie msze wotywne. Zatrzęsło nią, gdy na jej odpowiedź, że datek to dziesiąta część jej renty, wikary, mrugając okiem, rzucił: „Oj, wyrówna pani z następnej, okey?” „Wyrównam! Yhm, długo poczeka!” - zakończyła Mama emocjonalną narrację. Oczywiście, księdzu nic nie rzekła, bo jest z pokolenia skutecznie przyuczonego do onieśmielenia wobec osoby duchownej.
Aby mieć jakieś pojęcie o obowiązujących stawkach kościelnych zajrzałem na portal www.colaska.pl i uprzejmie doniosłem Mamie, że nie ma co narzekać, bo co prawda we Wrześni „co łaska” to 20 zł za mszę, ale już w jednej z łódzkich parafii - 300 zł. Dowiedziałem się też, że chrzest pociąga za sobą wydatek od 20 do 500 zł, a ślub można otrzymać i za 50, i za 2.000 zł. W Różance ksiądz pochowa zmarłego za 50 zł, ale już w Łodzi i na 4.000 może powiedzieć: „mało”. Jednemu proboszczowi wystarczy 2 zł za wystawienie zaświadczenia, a innemu trzeba dać nawet dwie setki.
Wiedzę z powyższej strony internetowej „przefiltrowałem” przez ostatnio nagłośniony pomysł w sprawie finansowania Kościoła i doszedłem do dwu wniosków. Po pierwsze, jest sens w sugestii biskupów, by rząd wprowadził dobrowolny jednoprocentowy odpis na rzecz Kościoła od deklaracji (niekatolicy mogliby łożyć na swoje Kościoły), wtedy konto mogłoby się wzbogacić o ok. 250 mln zł (kosztem zmniejszenia dochodów Skarbu Państwa). Jest też sens w propozycji pominięcia zasad obowiązujących organizacje pożytku publicznego, bo omija się w ten sposób rejestrację na drodze sądowej oraz rozliczanie się z uzyskanych sum. Uniknie się w ten sposób tego, przed czym Kościół broni się na wszelkie sposoby - rozliczania się z finansów. Środki uzyskiwane w ten sposób - argumentują biskupi – byłyby przekazywane do diecezji, które dzieliłyby je pomiędzy parafie wedle potrzeb.
Pomysł ten ma jednak istotną dla wiernych wadę: nie gwarantuje redukcji „co łaska”. Stąd nastepny wniosek, aby wprowadzić podatek kościelny płacony obowiązkowo przez deklarujących przynależność do jakiegoś Kościoła. Z jednej strony spadłoby parcie wspólnot religijnych na państwową kasę, z drugiej zaś (jak być może naiwnie sądzę) zniknęłaby irytacja katolików na finansową wolnoamerykankę duszpasterzy. Płacący taki podatek nie mieliby bowiem obowiązku wnoszenia opłat „co łaska”. A poza tym, wreszcie wierzący policzyliby się co do jednego… Człowieka i grosza… Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!