Reklama

Czerwcowe pytania

A może w ogóle nie było żadnego zwycięstwa? Przyjmijmy na moment tę perwersyjną hipotezę... Czyż tak nie jest prościej? Po co upierać się przy świętowaniu niepewnej daty 4 czerwca, skoro może wcale nie ma powodów do świętowania? Żeby Niemcom coś udowodnić? Żeby sobie nie myśleli, że razem z murem obalili komunizm? I dlaczego akurat 4 czerwca 1989 roku, jeśli równie ważny, a nawet ważniejszy – o czym wielu, nie wątpię, chętnie nas przekona – ważniejszy, bo przełomowy okrągły stół?

Zastanówmy się... Czy nie był bardziej wyrazisty, bardziej godny upamiętnienia dzień, kiedy słabnący na sejmowej mównicy Tadeusz Mazowiecki został premierem? A chwila, w której orzeł odzyskał królewską koronę,
a PRL straciwszy „L”,  ustawił w nowym porządku dwie pozostałe literki, stając się RP? Lub tamta niedziela, kiedy Lech Wałęsa został prezydentem? Albo jeszcze rok później, gdy odbyły się pierwsze, rzeczywiście wolne wybory do Sejmu? Bo tamte 4 czerwca wcale wolne nie były.
Rozmyły się nam, rozmydliły wolność, demokracja i niepodległość. Limitowane i wydzielane odgórnie i po kawałku, żeby nie było, jak w 1980 - zbyt wiele nadziei, za dużo romantyzmu. Bo z porywów romantyzmu i nadmiernych nadziei niedobre rzeczy wynikają. Na wszelki wypadek w 1989 postawiono więc na pragmatyzm.  

Jeśli w czerwcu 1989 odniesiono jakieś zwycięstwo, to kto był zwycięzcą? Albo precyzując, kto dzisiaj, po dwudziestu latach, czuje się zwycięzcą? (Krzepiących banałów, że wygrała Polska albo wszyscy wygrali, proszę wybaczyć, nie kupuję). Kto dzisiaj dumnie, z rozwianym sztandarem, kroczy w pierwszym szeregu czerwcowego pochodu zwycięzców? Czy to było zwycięstwo wiernych, którzy wyszli z kościołów, którym Duch Święty ustami Jana Pawła II kazał odnowić oblicze ziemi? Kontenci oni? Czy może robotnicy z państwowych zakładów, oni dziś tryumfują? Zwyciężyli ci, co spotkali się przy okrągłym stole, dawni KOR-owcy z tzw. partyjnymi reformatorami, czyli Aleksander Kwaśniewski z Adamem Michnikiem?  Ktoś uwierzył w ten założycielski mit? Kwaśniewski z Michnikiem rulez? A może wszyscy zwyciężyli, wszyscy co do jednego? Dlatego tak chętnie w rocznicę świętować się wybierają? Zgodnie i razem? – Nie wybierają się? A dlaczego?      

No dobrze... Skoro tak trudno o pochód zwycięzców, może są chociaż pokonani? Ci, których udało się zdekomunizować lub choćby odebrać im esbeckie emerytury czy partyjne przywileje? Ktoś na tym źle wyszedł? Ktoś się nie urządził?      
I o co wtedy chodziło? O to, by można było nie tylko głosować, ale i wybierać? Czy żeby tamtym z czerwonymi legitymacjami podziękować i odsunąć? Przez ile lat w czasie tego dwudziestolecia Polską nie rządził prezydent lub premier, który w PRL nie był komunistycznym ministrem albo pezetpeerowskim kacykiem? Ile było tego? Parę lat na początku i parę lat na końcu tego dwudziestolecia. Jedna trzecia tego czasu albo jeszcze mniej. 
Wiem, wiem, strasznie dużo tych pytań jak na taki mały felieton. I może niepotrzebne one. Jeszcze parę dni zostało do obchodów. Może wszystko się wyjaśni, wytłumaczy.   
Przyjedzie Aleksander Kwaśniewski, poklepie nas po plecach i powie uspokajająco: nasze wspólne zwycięstwo.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości