Reklama

Czerwone jest dla frajerów

Czerwone światło, które się dopiero co zaświeciło, które sekundę temu ledwie błysnęło, czy ono już jest czerwone? Czy ono już – jakby powiedział nasz lokalny minister – musowo zakazuje jazdy? Czy może takie świeże czerwone światełko nie obowiązuje bezwyjątkowo? Może ktoś, kto bardzo chce, może jeszcze przejechać? Bo jak nie wolno, ale bardzo się chce, to można…? Nie jesteśmy przecież, do licha, w Niemczech czy innej Szwajcarii. 

Dokąd się, kierowco, nie ruszysz, remontują drogi – wzmacniają pobocza, kładą chodniki, leją nowy asfalt. Same pożyteczne rzeczy, przyznać trzeba, robią nasi drogowcy. Za trasę z Siedlec do Warszawy także jak najbardziej poważnie się wzięli.  Jak pół jezdni w remoncie, to jeździ się drugą połówką. W komunikatach piszą wtedy: „Obowiązuje ruch wahadłowy”. Czyli jeździ się na zmianę: raz z jednej, raz z drugiej strony. Jednokierunkowo. Przed remontowanym odcinkiem stoi przenośny słupek i na takim słupku wyświetlają się znane wszystkim kierowcom światła: czerwone i zielone. Teoretycznie nie jest to skomplikowane: czerwone – stoisz, zielone – jedziesz. Praktyka jest, niestety, bardziej skomplikowana. Prawidła ruchu nie biorą bowiem poprawki na naszą narodową fantazję.

Nie raz, nie dwa zdarza się, że choć na słupku zapaliło się czerwone, na zamkniętą teoretycznie jezdnię wjeżdża jeszcze jedno auto, a po nim następne. To przecież tylko dwie sekundy, jakoś się przemknę – usprawiedliwia się w myślach taki wyrywny kierowca. - Swoje przecież odstałem, nie będę jak kretyn stał tu pół godziny. A za nim, z identyczną myślą w głowie, wyrywa następny. I jeszcze jeden, i jeszcze…  A kiedy wreszcie znajdzie się ktoś na tyle niezaradny, by przyznać, że czerwone jest jednak czerwone i zatrzyma się przepisowo, zza pleców z pewnością wyskoczy mu drogowy bystrzak i pogna jednokierunkową ulicą – pod prąd. A za nim jeszcze jeden, któremu bardzo, ale to bardzo się spieszy.

Na przeciwległym końcu robót drogowych stoi kolejka tych, którzy jadą w przeciwną stronę. Mają czerwone, więc czekają, patrząc na pędzących z przeciwka szczęśliwców. Czekają, czekają i w końcu jest – mają zielone. Mają zielone, ale z miejsca nie mogą ruszyć, bo pasem jezdni, co jest na wprost nich, wali sznur samochodów. To walą ci, którzy z tamtej strony wepchali się na czerwonym. Bo uznali, że czerwone było jeszcze mało czerwone, więc ich nie obowiązuje. Tych, co czekają, krew zalewa, bo też chcieliby jechać. Ale nie mogą, patrzą więc,- patrzą bezsilnie i już wiedzą, że nie będą więcej tacy beznadziejnie przepisowi i naiwni. Nie szkodzi, że czerwone, oni zmieszczą się jeszcze za poprzednim autem. Frajerzy po drugiej stronie niech czekają. Następnym razem, gdy na słupku robót drogowych zgaśnie przed nimi zielone, a zabłyśnie czerwone światło, zamiast nacisnąć na hamulec, nacisną na gaz. Bo czerwone przecież dopiero się zapaliło, nie było więc przecież takie bardzo czerwone. Czerwone jest dla frajerów.  
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości