Rywalizacja w grupie mistrzowskiej Ekstraligi Rugby dobiegła końca. W ostatnim meczu obrońca tytułu i lider bieżących rozgrywek - MKS Pogoń Awenta Siedlce podjął Budowlanych Lublin.
Mecz nie miał wielkiej stawki. Gospodarze już wcześniej zapewnili sobie pierwsze miejsce w grupie, natomiast goście nie liczyli się w walce o najlepszą czwórkę, która powalczy o medale. Rywalizacja była więc czysto ambicjonalna. Jednak starcia pomiędzy Pogonią i Budowlanymi, określane jako Derby Wschodu i rozgrywane w Siedlcach o Puchar Janusza „Kiera" Jaroszewicza, zawsze mają wyjątkową wymowę. Dodatkowo Siedlczanie wzięli sobie za punkt honoru, żeby zapewnić swoim sympatykom dobrą rozrywkę. I ta sztuka w pełni im się udała.
Pogoń całkowicie zdominowała Budowlanych. Prawie każda jej akcja kończyła się punktami. Budowalni nie byli w stanie przeciwstawić się lepszym w każdym aspekcie rugbowego rzemiosła mistrzowskiej drużynie z Siedlec. Największą różnicę widać było w szybkości. Powiedzenie bokserskiego mistrza Tomasza Adamka: "Speed is everything" (ang. szybkość jest wszystkim) miało na stadionie przy ul. Jana Pawła II całkowite potwierdzenie. Siedlczanie wchodzili w obronę Lublinian jak w masło. Najczęściej zawodnicy Budowlanych mogli oglądać tylko plecy swoich przeciwników.
Punktowe eldorado Pogoni rozpoczął Robert Bosiacki. Zaledwie po kwadransie gry Pogoń prowadziła 26:0. Ostatecznie pierwszą połowę zamknęła wynikiem 43:7.
Po zmianie stron przewaga Siedlczan jeszcze wzrosła. Klasą sam dla siebie był punktujący raz za razem Kacper Bogusz, wybrany po meczu MVP spotkania. Ostatecznie licznik Pogoni przekroczył "setkę" i zatrzymał się na 114 oczkach. Grający w okrojonym składzie Budowlani zdołali zdobyć 12 punktów.
- Najlepsze dla kibiców są mecze "na styku", dające emocje od pierwszej do ostatniej minuty. Dla rozwoju polskiego rugby również znacznie bardziej wartościowe są wyrównane konfrontacje, w których trzeba dać z siebie wszystko. Niestety dzisiaj tak nie było. Lublin ma swoje problemy. Trzymamy kciuki, żeby z nich wyszedł, bo u nas też nie zawsze było kolorowo, więc znamy ten ból - mówił jeden z liderów Pogoni Łukasz Korneć. - Zrobiliśmy swoją robotę. Było trochę "wesołego rugby". Teraz już będzie tylko trudniej.
Przed Pogonią pojedynek półfinałowy. Jej rywalem będzie Arka Gdynia, która w ostatniej kolejce grupy mistrzowskiej sensacyjnie ograła Orkana Sochaczew.
- Co prawda składy w tym meczu nie były optymalne, ale trzeba przyznać, że Arka pokazała kawał dobrego rugby. Na pewno jej nie lekceważymy. Jest kolejną przeszkodą do wielkiego finału, który mam nadzieję, jak przed rokiem, odbędzie się w Siedlcach, i w którym zrobimy wszystko, żeby obronić mistrzowski tytuł - stwierdził Łukasz Korneć.
Do konfrontacji Pogoni z Arką dojdzie 30 maja w Gdyni.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Radosny to jest ten artykuł bez wyniku końcowego
Przecież końcowy wynik jest podany w artykule
A kibiców było morze...
A co w tym takiego dziwnego jeżeli rugby w Siedlcach nie cieszy się dużym zainteresowaniem
Radosny to jest ten artykuł bez wyniku końcowego
Przecież końcowy wynik jest podany w artykule
A kibiców było morze...