Reklama

Rowerem do Medjugorie. „Wyprawa jest jak życie – są podjazdy, kryzysy i ludzie, którzy pomagają”. Rano startują

Ponad 1500 kilometrów do przejechania, kilkanaście dni w drodze, namioty przytroczone do rowerów i tylko jeden pewny nocleg – na miejscu. Młodzi z diecezji siedleckiej wyruszają do Medjugorie. Jadą bez szczegółowego planu, za to z przekonaniem, że właśnie w drodze można odnaleźć odpowiedzi na najważniejsze życiowe pytania.

Do sakw pakują tylko to, co naprawdę niezbędne – namioty, śpiwory, karimaty, kilka kompletów ubrań, podstawowe narzędzia, zapasowe dętki i części do rowerów. Wszystko musi zmieścić się na bagażniku. Nie będzie samochodu technicznego ani zarezerwowanych hoteli. Pewny jest tylko jeden nocleg – w Medjugorie. Resztę przyniesie droga.

– W ubiegłym roku pojechaliśmy do Rzymu i nie wiedzieliśmy, czy ten projekt będzie miał kontynuację. Z czasem pojawiło się jednak pragnienie, żeby znów wyruszyć. Wybraliśmy Medjugorie, bo od dawna słyszymy od młodych ludzi, że jest to miejsce, które pomaga odkrywać wiarę i relację z Matką Bożą. Tegoroczną wyprawę nazwaliśmy „Projekt Powołanie”, bo chcemy modlić się o odwagę w podejmowaniu życiowych decyzji – o powołanie do kapłaństwa, życia zakonnego, ale także do małżeństwa. W grupie mamy czworo tegorocznych maturzystów, którzy stoją dziś przed wyborem swojej drogi życiowej – mówi ks. Radosław Piotrowski diecezjalny duszpasterz młodzieży.

Reklama

Jak podkreśla, doświadczenia z ubiegłorocznej wyprawy nauczyły uczestników jednego – nie warto próbować wszystkiego zaplanować.

– Jedziemy „na wiarę”. Jedyny pewny nocleg mamy dopiero w Medjugorie. Po ubiegłorocznej wyprawie wiemy jednak, że nie ma sensu martwić się o to, gdzie będziemy spać. Na każdym kroku spotykaliśmy ludzi o wielkich sercach, którzy otwierali przed nami swoje domy i chcieli nam pomóc. To doświadczenie nauczyło nas zaufania. Czasami po prostu trzeba ruszyć w drogę i pozwolić, żeby prowadził nas Pan Bóg.

Reklama

Hasło „Projekt Powołanie” nie jest przypadkowe. Dla wielu uczestników ta wyprawa przypada w momencie, gdy właśnie kończą szkołę i zastanawiają się, jaką drogę wybrać.

–  Ta wyprawa wydała mi się idealnym sposobem na spędzenie wakacji, ale najbardziej przekonała mnie jej idea. „Projekt Powołanie” bardzo do mnie trafił. Jestem dziś w takim momencie życia, kiedy trzeba podjąć ważne decyzje dotyczące przyszłości. Mam nadzieję, że ten wyjazd pomoże mi spojrzeć na nie z większym spokojem. Lubię aktywność fizyczną i podróże, więc ta wyprawa łączy wszystko, co jest dla mnie ważne. W życiu nic wartościowego nie przychodzi bez wysiłku. Żeby zobaczyć coś pięknego i przeżyć coś wyjątkowego, czasem trzeba się trochę pomęczyć – mówi Klaudia Radomyska.

Reklama

- Jadę przede wszystkim po to, żeby pobyć bliżej Boga i na chwilę zatrzymać się w codziennym biegu. Liczę na czas wyciszenia, modlitwy i rozmów z ludźmi, którzy podobnie jak ja szukają swojej drogi. Mam nadzieję, że po tej wyprawie łatwiej będzie mi uporządkować to, co dziś mam w głowie, i z większym spokojem patrzeć w przyszłość – stwierdza Natalia.

Najbardziej doświadczonym uczestnikiem wyprawy jest Jan. Za sobą ma już osiem podobnych wyjazdów. Jeździł m.in. do Lizbony, Santiago de Compostela, Fatimy, Serbii i przez kraje bałkańskie. Przez ostatnie dwa lata nie brał udziału w takich wyprawach, ale tym razem postanowił wrócić. Jednym z powodów była możliwość wspólnego wyjazdu z młodszą siostrą Marią, dla której będzie to pierwsza tak daleka rowerowa pielgrzymka.

Reklama

– To będzie moja dziewiąta dłuższa wyprawa rowerowa. Wróciłem z rowerowej „emerytury”, bo chciałem zabrać ze sobą młodszą siostrę Marię i pokazać jej taki sposób podróżowania. Kiedy ks. Radek zaproponował mi wyjazd do Medjugorie, pomyślałem, że to dobry moment, żeby znów ruszyć w drogę.

Choć przejechał już tysiące kilometrów, najlepiej pamięta nie piękne widoki, ale trudności.

– Najtrudniejsza była wyprawa do Azerbejdżanu. Nie dlatego, że trasa była wyjątkowo wymagająca, ale dlatego, że niemal cały czas coś się psuło. Miałem wrażenie, jakby to był znak, żeby skończyć z rowerami. Przez dwa lata rzeczywiście nie jeździłem na takie wyprawy, ale dziś wiem, że nie potrafię z tego zrezygnować.

Reklama

Jak przyznaje, właśnie wtedy zrozumiał, dlaczego takie wyjazdy zmieniają człowieka.

– Każda wyprawa czegoś mnie nauczyła. Zrozumiałem, że problemy najlepiej pokonywać małymi krokami – tak jak na rowerze zdobywa się kolejne podjazdy. Nauczyłem się też zaufania. Jeździliśmy bez zaplanowanych noclegów, a mimo obaw zawsze znajdowali się ludzie, którzy chcieli nam pomóc. To doświadczenie przeniosłem również do codziennego życia. Wyprawa rowerowa jest trochę jak życie. Są podjazdy i zjazdy, lepsze i gorsze chwile, zmęczenie, ale też radość i wspólnota. Wszystko, czego doświadcza się w drodze, później łatwiej zrozumieć również w codziennym życiu.

Reklama

Każdy uczestnik jedzie jednak z własnymi obawami.

Osiemnastoletni Adam jeszcze miesiąc temu nie wiedział, czy w ogóle uda mu się wyruszyć.

– Miesiąc temu złamałem rękę i długo nie było wiadomo, czy zdążę wrócić do pełnej sprawności. Dopiero ostatnia kontrola pokazała, że wszystko dobrze się zrosło i mogę jechać. Najbardziej obawiam się... jedzenia. Dużo jem, ale nie wszystko lubię. O kondycję jestem spokojny, bo jeżdżę na rowerze, biegam i gram w piłkę – mówi z uśmiechem.

Siedemnastoletni Janek po raz pierwszy wybiera się na tak długą wyprawę.

Reklama

– Mam trochę obaw związanych z noclegami i jedzeniem, ale wierzę, że dam sobie radę. Rodzice od początku bardzo mnie wspierali i myślę, że będzie to dla mnie wyjątkowa przygoda.

Marcin wie już, że na takiej wyprawie wszystko może się wydarzyć. Rok temu razem z grupą dotarł do Rzymu.

– Kiedy usłyszałem, że jedziemy do Medjugorie, nie zastanawiałem się ani chwili. Siedem lat temu właśnie tam zaczęła się moja droga nawrócenia, dlatego chciałem tam wrócić.

Najbardziej zapamiętał jednak nie widoki, ale awarie.

Reklama

– Osiem kilometrów przed najbliższym miastem wybuchła mi opona i musiałem jechać na uszkodzonym kole. Psują się dętki, pękają bagażniki, zużywają się łańcuchy. Ale zawsze udawało się znaleźć rozwiązanie i dojechać do celu.

Ks. Radek Piotrowski przyznaje, że kiedy ogłosił tegoroczną wyprawę, początkowo zgłaszały się głównie dziewczyny.

– Zależało mi, żeby pojechało również więcej chłopaków, bo przecież każdy młody człowiek szuka swojej drogi. Dlatego zachęcałem kilku z nich do udziału. Cieszę się, że odpowiedzieli na to zaproszenie i dziś tworzymy naprawdę zgraną grupę.

Reklama

Za kilka dni przekonają się, gdzie będą spać, jaką pogodę przyniesie droga i ile razy przyjdzie im naprawiać rowery. Dziś wiedzą tylko jedno – chcą ruszyć.

Bo, jak mówi Jan, „wyprawa rowerowa jest trochę jak życie. Są podjazdy i zjazdy, lepsze i gorsze chwile, zmęczenie, ale też radość i wspólnota. Wszystko, czego doświadcza się w drodze, później łatwiej zrozumieć również w codziennym życiu.”

Start wyprawy zaplanowano na sobotę. O godz. 7.00 w kościele Ducha Świętego w Siedlcach zostanie odprawiona Msza Święta, po której rowerzyści wyruszą w drogę do Medjugorie. Uczestnicy serdecznie zapraszają mieszkańców do wspólnej modlitwy i odprowadzenia ich na start. Jak mówią, każde dobre słowo i gest wsparcia będą dla nich cennym początkiem tej wyjątkowej podróży.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości