6 lipca o godz. 7 rano w parafii Ducha Świętego dziesięcioosobowa grupa młodych ludzi rozpoczyna niezwykłą drogę – rowerową pielgrzymkę do Rzymu, na Jubileusz Młodych ogłoszony przez papieża Franciszka.
To nie wakacje, nie rekreacyjna przejażdżka. To trzy tygodnie jazdy przez Polskę, Czechy, Austrię i Włochy – w sumie ponad 1600 kilometrów. I choć cel wyznacza Wieczne Miasto, najważniejsze wydarzy się po drodze.
Pomysł wyprawy zrodził się rok temu podczas majówki. – To miała być męska wyprawa – wspomina ks. Radosław Piotrowski, duszpasterz młodzieży i prezes Fundacji Nieprzeciętni, pomysłodawca i lider wyprawy. – Ale szybko okazało się, że dziewczyny też chcą jechać. I tak zebrała się dziesiątka zapaleńców – z różnych miejsc, różnych środowisk, ale z jednym celem.
Uczestnicy są młodzi, pełni pasji i otwarci na duchową przygodę. Każdy z nich ma swój osobisty powód, by jechać. Zuzia mówi wprost: – To coś więcej niż rowerowa wycieczka. To wyjście ze strefy komfortu, nauka zaufania, pokonywanie siebie i budowanie wspólnoty. Chcę w tej drodze usłyszeć Boga.
Kacper, jeden z liderów grupy, dodaje: – Mam 19 lat i wiem, że ta wyprawa mnie zmieni – duchowo i jako człowieka. Wspólnota, modlitwa, zmęczenie – to wszystko nas kształtuje bardziej niż jakakolwiek szkoła. Dla mnie to droga wiary, zmagania i przekraczania siebie.
Każdy kilometr będzie wyzwaniem. Dzienne etapy mają liczyć od 100 do 150 kilometrów, choć w górzystych rejonach – zwłaszcza w Alpach – tempo może spaść. A grupa nie korzysta z samochodu technicznego ani busa z bagażami. Wszystko – namioty, ubrania, jedzenie, sprzęt – wiezie ze sobą, w sakwach. Gotowanie na palnikach, pranie w rzece, noclegi pod chmurką – to codzienność tej drogi. – To nie są wakacje all inclusive. To jest wyprawa z krwi i kości. Chcemy przeżyć coś prawdziwego – podkreślają.
Ks. Radosław nie ukrywa, że logistyka była wyzwaniem. – Jeśli się uda, śpimy w parafiach, szkołach, u ludzi dobrej woli. Jeśli nie – mamy plan awaryjny: stacje paliw. Są oświetlone, bezpieczne, z dostępem do wody. Testowaliśmy to już na majowej wyprawie i sprawdzało się świetnie.
Najtrudniejszym etapem będzie przejazd przez Alpy. Strome podjazdy, zmienna pogoda, ciężar na rowerze. Ale młodzi nie są przypadkowymi amatorami – trenowali przez cały rok: jazda w terenie, siłownia, wspólne treningi. Najważniejsze jednak, jak mówi ks. Radosław, to nie siła mięśni, ale siła wspólnoty. – Nie zostawiamy nikogo z tyłu. Jak ktoś nie daje rady, reszta zwalnia. Jak trzeba – weźmiemy sobie rzeczy nawzajem, podzielimy ciężar. To jest sens pielgrzymki – iść razem.
Wenecja będzie punktem zwrotnym wyprawy – tam do grupy dołączy Fabian Woźnica, przedsiębiorca i pasjonat rowerów, który odciąży ich logistycznie, zabierając część bagaży i pomagając w transporcie sprzętu po dotarciu do Rzymu. Uczestnicy wrócą samolotem 4 sierpnia.
Jednak sama jazda to tylko połowa historii. Każdego dnia będzie Msza Święta, wspólna modlitwa, rozmowy, podsumowania dnia. – Nie chcemy tylko przejechać. Chcemy przeżyć – głęboko i razem – mówi Kacper. – Codzienna Eucharystia daje nam siłę. A zmęczenie oczyszcza. To taka duchowa wędrówka na kółkach.
Na trasie zaplanowano także trzy specjalne dni odpoczynku – bez jazdy – w Wiedniu, Wenecji i Asyżu. Szczególnie ten ostatni ma wymiar duchowy – to tam młodzi chcą spędzić czas u błogosławionego Carlo Acutisa, „cyfrowego świętego” i patrona młodych. To będzie chwila refleksji i spotkania ze współczesnym świadkiem wiary.
Kiedy zapytaliśmy grupę, czy po powrocie z Rzymu planują jeszcze dołączyć do pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, odpowiedzieli z uśmiechem: – Wszyscy pytają, ale nie chcemy obiecywać. Rok temu wracaliśmy z Lizbony i też planowaliśmy iść, ale samoloty się posypały, był nocleg na lotnisku, w Niemczech, w Budapeszcie… i nici z Częstochowy.
Choć doświadczenie podpowiada: nie planuj za dużo, to w sercach wielu z nich tli się pragnienie, by choć na kilka dni dołączyć do pielgrzymów na Jasną Górę. – Może nie wrócimy jako pełnoprawni pielgrzymi, ale jednak… coś ciągnie – mówi Kacper. – Ja po Rzymie mam dwa dni odpoczynku i jadę na Oazę – kolejne 15 dni. Trudno byłoby mi to odpuścić, bo formacja jest dla mnie ważna. Wiem, że to będzie hardkorowy miesiąc, ale czuję radość, satysfakcję. Serce ciągnie, pytanie tylko, czy ciało da radę.
Wyprawa zyskała ogromne zainteresowanie. Z diecezji siedleckiej do Rzymu poleci lub pojedzie około 130–140 osób – rowerami, samochodami i samolotami. – Zaczynaliśmy z jedną grupą, a kiedy biskup Grzegorz Suchodolski zobaczył zainteresowanie, powiedział: „Bierzemy drugi samolot”. Ryzykowne, ale udało się – wszystkie miejsca się wypełniły – cieszy się ks. Radosław.
Wielu z uczestników to ci sami młodzi, którzy w 2023 roku byli na Światowych Dniach Młodzieży w Lizbonie. Widać w nich głód wiary i prawdziwego zaangażowania. – Kacper to jeden z przykładów – uczył się portugalskiego na Lizbonę, teraz włoskiego na Rzym, a już ćwiczy koreański na kolejne ŚDM. W Portugalii tłumaczył moje kazania na bieżąco i widać było, że ludzie rozumieli, bo kiwali głowami. To niełatwe – przetłumaczyć nie tylko słowa, ale sens, emocje. Ale dawał radę. Myślę, że w Korei też się odnajdzie – mówi z dumą ksiądz.
Na koniec dnia, jeszcze przed startem, młodzi pielgrzymi szykują się do wyjazdu. Koszulki z logo, ostatnie pakowanie, śniadanie i błogosławieństwo na drogę. – Zapraszamy wszystkich – można przyjść, porobić zdjęcia, pomachać na pożegnanie – zachęcają. Koszulki miały pierwotnie inne logo, ale projekt się zmienił. – Obiecali, że do soboty będą gotowe – śmieją się.
Nie każdy pojedzie do Rzymu rowerem. Ale każdy może coś z tej wyprawy zabrać dla siebie – odwagę, zaufanie i wiarę, że warto ruszyć z miejsca. Nawet jeśli nie wiesz, gdzie spędzisz noc – możesz przeżyć coś wielkiego.
Zdjęcia z przygotowań - fot. Nieprzeciętni
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
tylko w was nadzieja, jedźcie z Bogiem i pilnujcie naszej zachodniej granicy przez innowiercami.
tylko w was nadzieja, jedźcie z Bogiem i pilnujcie naszej zachodniej granicy przez innowiercami.