- Choć mieliśmy mieszkanie przy ul. Rynkowej, to bywaliśmy w nim raz w miesiącu. Resztę czasu przebywaliśmy w oddalonym o niespełna 2 km ośrodku przygotowań olimpijskich. I tak przez 15 lat. To była cena sukcesu. Ale dzięki temu zawodniczki nigdy nie mogły nam zarzucić, że wymagamy tylko od nich. Od siebie też dawaliśmy tyle, ile tylko byliśmy w stanie - opowiadał Ryszard Soćko, który wspólnie z żoną Danutą byli bohaterami spotkania w Muzeum Regionalnym w Siedlcach pt. „Jak rodzą się mistrzowie?”.
Spotkanie było zwieńczeniem wystawy „Z naszej ziemi na sportowe areny”, poświęconej jubileuszowi 50-lecia WLKS Nowe Iganie - klubu, z którym duet trenerski Soćków święcił największe sukcesy. Wystawę można odwiedzić jeszcze tylko do niedzieli 21 czerwca.
Pełną anegdot i wspomnień relację ze spotkania zamieścimy w najbliższym papierowym wydaniu „Tygodnika Siedleckiego”. Dowiecie się m.in., dlaczego prowadzący rozmowę Krzysztof Chaberski określił Ryszarda Soćkę „Mourinho polskich ciężarów".
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Skoro chcecie człowieka docenić, to nie porównujcie go do innego trenera, bo to umniejsza, a nie buduje.
tłumów nie widać , *** nie urywa
Skoro chcecie człowieka docenić, to nie porównujcie go do innego trenera, bo to umniejsza, a nie buduje.
tłumów nie widać , *** nie urywa