Z Martyną Dołęgą, zawodniczką klubu LKS EkoSport Siedlce - złotą medalistką Mistrzostw Europy U20 w podnoszeniu ciężarów rozmawia Paweł Świerczewski.
Jak czuje się świeżo upieczona mistrzyni?
- Bardzo dobrze! Jestem niezwykle szczęśliwa. Miałam bardzo miłe przyjęcie po powrocie do Polski. Jest co świętować!
Przed mistrzostwami dało się słyszeć doniesienia o twojej wysokiej formie. Okazało się, że nie było w tym krzty przesady.
- Czuję, że jestem w życiowej dyspozycji. Podnoszę kilogramy, których nigdy wcześniej nie udało mi się dźwignąć. Miałam świadomość, że zbudowaliśmy wyborną formę na mistrzostwa. Trzeba to było jednak potwierdzić na podeście. Uważam, że stać mnie na jeszcze więcej.
To zawsze wyzwanie, żeby dyspozycję z treningów przenieść na docelowy występ, kiedy dochodzi presja wyniku. Tobie się to udało, a to już cecha mistrzów.
- Myślę, że pokazałam wszystkim, szczególnie niektórym niedowiarkom, do czego jestem zdolna. Czuję z tego powodu ogromną satysfakcję. Nie spocznę na laurach. Mam wyznaczone cele, do których dążę. Niedawno pojawiła się wiadomość, że moja kategoria wagowa do 69 kg, została uznana za olimpijską, co otwiera drogę do udziału w Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w 2028 roku. Zrobię wszystko, żeby się tam znaleźć. Każdy sportowiec pragnie występu na igrzyskach i włączenia się w walkę o medale.
Wróćmy jeszcze do czempionatu europejskiego. Czy wszystko w Durres poszło według planu, który sobie założyłaś?
- Oczywiście jestem zadowolona, bo złoto w dwuboju, złoto w rwaniu i brąz w podrzucie to doskonałe wyniki, ale trochę żal mi podrzutu. Tego dnia nie mogłam trafić w odbicie podczas zarzutu, co mi odebrało kilka kilogramów. Nie mogę jednak narzekać. Rzadko kiedy wszystko układa się perfekcyjnie.
W rwaniu z wynikiem 102 kg pobiłaś rekord Europy juniorów. A ostatnim Polakiem, który dokonał takiego wyczynu był ponad 20 lat temu twój tata, Marcin Dołęga. Można powiedzieć, że historia zatoczyła koło.
- Tata jest moją największą inspiracją i to, że mogę pobijać rekordy Europy, tak jak on to kiedyś robił, stanowi dla mnie ogromny sukces. Chciałabym mu kiedyś dorównać. Droga do tego jest daleka, ale powoli się zbliżam. Tata jest moim trenerem, dobrze mieć go przy sobie. Zna mnie najlepiej i potrafi ze mnie wycisnąć najwięcej.
Czy ciąży ci presja bycia wielką nadzieją polskich ciężarów?
- Presja w sporcie jest zawsze, więc trzeba umieć się z nią oswoić. Oczekiwań, jakie ktoś ma względem mnie, nie biorę do serca. Trenuję przede wszystkim dla siebie, żeby spełniać swoje marzenia. Chcę być po prostu jak najlepsza. Przyznam jednak, że przed mistrzostwami w Durres zależało mi, żeby niektórym utrzeć nosa, i to też stanowiło dla mnie motywację. Udowodniłam swoją wartość. A stres maleje z każdym kolejnym międzynarodowym występem. Nie stanowi to dla mnie większego problemu.
Teraz czas na odpoczynek?
- Jeszcze nie teraz. Niedługo mam start w indywidualnym pucharze Polski, którym zakończę tegoroczny sezon. Na krótkie wakacje przyjdzie czas w grudniu.
Jakie kolejne cele przed sobą stawiasz? Zacznijmy od krótkookresowych.
- Jeszcze nie wiem, na jakich zwodach będę startować w 2026 roku. Na pewno będą to mistrzostwa Polski i mistrzostwa Europy do lat 23, gdyż żegnam się z kategorią juniorów. Na pewno będą też jakieś starty seniorskie. Oczywiście, o ile zdrowie dopisze. Omówimy temat z trenerem i dopasujemy optymalny plan startowy.
Celowanie w igrzyska już wybrzmiało w twojej wypowiedzi...
- To tego rodzaju zawody, o których nie można po prostu powiedzieć, że chce się wziąć w nich udział. System kwalifikacji jest bardzo wymagający. Na pewno nie odpuszczę, Zrobię co w mojej mocy, żeby spełnić olimpijskie marzenie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze