- Wiek senioralny? Jest piękny! Plus to mądra głowa i samodzielne dzieci, a minus to szwankujące ciało. Chociaż… super jest się obżerać, a nie wciskać w kieckę rozmiaru S – mówi Hanna Pliszka, zajadając szarlotkę. Ale zaraz dodaje: – No, chyba że człowieka cukrzyca dopadnie.
Siedlczanka dr Hanna Pliszka to wykładowczyni Warszawskiej Akademii Medycznej, biegła sądowa, medyczny konsultant filmowy, antropolog i anatomopatolog. Nie wyobraża sobie, że mogłaby – a właściwie chciałaby – przejść na emeryturę. Robi to, co kocha, i chciałaby to czynić do końca świata.
Z Hanną Pliszką rozmawia Mariola Zaczyńska
Jesteś za skromna! Przebywasz na planie filmowym z takimi gwiazdami jak Joanna Kulig czy Kinga Preis, i się nie chwalisz. Wiem, że do emisji filmu obowiązuje cię tajemnica, ale jest o tym zdecydowanie za cicho! Były już „Sztuka kochania” i „Piekło kobiet”, ostatnio „Ołowiane dzieci”. Jaka jest rola konsultanta medycznego na planie filmowym?
- Nie chwalę się, bo to poboczne działanie. Jestem głównie anatomopatologiem sądowym, oceniam szczątki ludzkie pod każdym możliwym kątem, z kryminalistycznym włącznie. A na planie filmowym dbam o zgodność z medycznymi realiami, czyli jakie i jak medyczne przedmioty są używane, jakie działania są podejmowane przy urazach czy w procesie leczenia.
Co znaczy ten „kryminalistyczny” wątek oceny szczątków ludzkich?
- Otrzymuję do oceny szczątki dostarczane przez prokuraturę i policję, współpracuję też z archeologami, biorę udział w ekshumacjach. Kości „mówią” bardzo dużo. Podają wiek, płeć, stany patologiczne, czasem przyczynę śmierci. Ostatnio badałam w zakładzie medycyny sądowej ofiary zbrodni, represjonowane przez NKWD na początku lat 50. W obiekcie wojskowym trwają jeszcze ekshumacje. Wśród ofiar są kobiety i prawdopodobnie Białorusini. Jeśli będzie materiał genetyczny do porównania, być może niektóre rodziny odzyskają szczątki swoich bliskich.
To szczególna praca. Ma chyba duży emocjonalny ładunek?
- Nie mogę sobie pozwolić na zbyt dużo uczuć. Staram się podchodzić do badań zadaniowo, bo poddanie się emocjom mogłoby mi przeszkadzać w codziennym życiu. Ale refleksje przychodzą, czasem dopadają w sposób niekontrolowany. To myślenie po nocach, dlaczego tę osobę to spotkało, dlaczego umarła tak, a nie inaczej.
Słyszałam, że badacze pracujący ze szczątkami ludzkimi doświadczają pewnych, nazwijmy to, metafizycznych zjawisk...
- Oczywiście! W mojej sferze zawodowej wcześniej czy później miewa się metafizyczne, nietuzinkowe odczucia, których nie da się przyporządkować do czegoś konkretnego, racjonalnego.
Na przykład?
- Pojawiają się zapachy, cienie, dźwięki, wyrwane nie wiadomo skąd natrętne myśli, które mogą obudzić. Oczywiście można się zastanawiać, czy to początek choroby psychicznej, czy może nadwrażliwość w związku czynnościami, które wykonujemy.
Rozmawiacie o tym między sobą?
- Oczywiście, choć nie ze wszystkimi. Jest część, która nie chce rozmawiać. Ale fakt, że wielu patomorfologów po latach praktyki ma problem z nałogami lub z wypaleniem zawodowym, mówi sam za siebie. Nawet zmieniają specjalizacje.
Opowiesz o jakimś swoim „nietuzinkowym” przeżyciu?
- Najlepiej o takim, na który mam dwóch świadków: córkę i kolegę biologa, którzy towarzyszyli mi podczas transportu szczątków pięcioletniego dziecka. Dziecko było zakażone kiłą, miałam zbadać jego kości... Przez całą drogę się bawiło, rozrabiało jak to pięciolatek. Włączało i wyłączało wycieraczki, mrugało światłami. Wszystko to skończyło się, gdy zaniosłam kości do prosektorium.
Bałaś się?
- Gdzieś w głowie miałam dziecięcy śmiech. To była zabawa malucha, który nauczył się obsługiwać samochód, a dziecko było z XVII wieku.
Wierzysz w duchy?
- Oczywiście! Wierzę w energię, która po nas zostaje. To logiczne z punktu widzenia fizyki, że materia ulega przekształceniu. Nie wiemy jakiemu, czy zostaje jako fala radiowa, czy jakaś energia, która może więcej czynić. I jest jeszcze wariant, że sposobem w jak myślimy i postrzegamy rzeczywistość, sami możemy kreować byty.
Masz trudną, ale fascynującą pracę. Ciągle myślę o kolejach twego losu. Przecież chciałaś zostać malarką, zdawałaś na ASP.
- ASP mnie nie chciała, za to przygarnęła medycyna. Wykorzystałam swoje „5 minut” i dziś robię to, co kocham.
Ale i w medycynie zrobiłaś niezłą voltę! Zaczęłaś od pielęgniarstwa, odbierałaś nawet porody, w tym naszego znanego reżysera Andrzeja Jobczyka! Tam narodziny, żywe dzieci, a tu czaszki i szczątki.
- Na studiach spotkałam „kobietę swego życia”, czyli profesor Sikorską-Piwowską, która prowadziła przedmiot ewolucjonizm i anatomia porównawcza. Pociągnęła mnie w stronę antropologii i zabrała do Warszawskiej Akademii Medycznej, gdzie pracuję do dziś. Wykładam, badam, mam około 100 publikacji naukowych i ciągle mi mało, więc jeśli ktoś rozmawia o emeryturze, udaję, że nie słyszę. Jaka emerytura?! Ludzie naprawdę chcą odchodzić na emeryturę?
Muszę zapytać o najtrudniejszy chyba aspekt twojej pracy biegłej sądowej... Oceniasz na potrzeby procesowe materiały z pornografią dziecięcą.
- Moim zadaniem jest określenie, w jakiej grupie wiekowej jest dziecko, i co się tam dzieje. Teraz jest trochę łatwiej, bo są programy, zresztą miałam okazję pracować nad takim programem, które selekcjonują zdjęcia, więc nie muszę już patrzeć na całość materiału, a tylko na wybrane istotne fragmenty. Wszystko co dotyczy dzieci, czy to praca w prosektorium, czy dzieci poddawane czynnościom seksualnym, to coś co boli. Muszę mieć potem reset. A są nimi podróże.
Widzę w mediach społecznościowych, do jakich zakątków świata docierasz. Domyślam się, że im dalej zawędrowałaś, tym trudniejszą pracę masz za sobą. Ale za to potem wygłaszasz fascynujące wykłady o kulturze i antropologii, dokumentując je zdjęciami.
- Wielokulturowość świata jest fascynująca.
Z wykładów wiem, z jak dziwnymi obyczajami i sytuacjami się spotykałaś. I myślę sobie, że nic cię już na tym świecie nie zdziwi (oprócz emerytury, oczywiście), czy to z przeszłości czy teraźniejszości. Jak choćby pochówki wampiryczne.
- A te mogą być różne: z głową ułożoną między kolanami, czasami ciało jest odwrócone na brzuch z rękami pod tułowiem, aby się „wampir” nie wygrzebał, czasami jest kamień w jamie ustanej, aby zmarły nie ugryzł. Różnie się zabezpieczano, oprócz kołków osikowych. Czasami zaszywano ciało w worek, a trumnę zabijano zakrzywionymi gwoźdźmi. Myślę wtedy, jakież to okoliczności spowodowały, że taka osoba była traktowana jako odmieniec.
Widzę, że o swojej pracy możesz mówić bez końca, a dotknęłyśmy tylko małego wycinka twojej działalności. Poradź seniorom, którzy nie kochają swojej pracy tak jak ty, gdzie w takim razie szukać przyjemności wieku senioralnego.
- Podróże, cieszenie się z dobrego jedzenia i przyjaciele. Mam grono przyjaciół, na których mogę liczyć od lat. I cieszmy się, że nie musimy się wciskać w te rozmiary S! Niech żyją podwójne XL!
Partnerem cyklu „Seniorzy Mazowsza – historie warte opowiedzenia” jest Samorząd Województwa Mazowieckiego

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze