Birma - na Półwyspie Indochińskim w Azji Południowo-Wschodniej, nad Zatoką Bengalską. Krajem rządzi junta wojskowa (junta - dyktatura). Nie szanuje się praw człowieka. W kraju są obozy przymusowej pracy. Niektórzy twierdzą, że za zgodą rządu uprawia się tam też rośliny narkotyczne, których sprzedaż stanowi źródło dewiz. Europejczycy podróżujący po Birmie mogą poruszać się po wytyczonych szlakach w towarzystwie „opiekunów” i zamieszkiwać w dużych miastach. Reszta kraju jest niedostępna. Charakterystycznym ubiorem mężczyzn w Birmie jest lungi (czyt. lądżi) - rodzaj wąskiej spódniczki zawiązywanej na brzuchu, pod którą, z uwagi na klimat zwrotnikowy, nie nosi się bielizny. Ze względu na ten ubiór Birma to jedyny chyba na świecie kraj, gdzie mężczyzna musi oddawać mocz przykucając, a kobiecie wygodniej jest tę potrzebę fizjologiczną załatwić na stojąco.
Zobacz Galerię zdjęć– Birma dla Europejczyka, a szczególnie dla Polaka, to wielka egzotyka. W Bangkoku poznałem dziewczynę z Gdańska, która miała znajomości w tamtejszej ambasadzie birmańskiej i dzięki temu udało się uzyskać wizy. Byliśmy jedynymi Europejczykami, którzy pod koniec kwietnia wylądowali w Rangun, jeszcze do niedawna stolicy. Birma jest cudownym krajem, który wciąż doświadcza niewyobrażalnych nieszczęść.
– No tak, o typowo azjatyckim braku poszanowania praw człowieka wiadomo nie od dziś. Birmą co raz wstrząsają wojskowe zamachy... Był Pan może świadkiem jakichś przykrych zdarzeń?
– Byłem świadkiem życia ludzi w nędzy i to w zasadzie wystarczy, bo nędza każdego upadla. Tymczasem ci wspaniali ludzie potrafią cieszyć się drobinami szczęścia jakie znajdują w przestrzeni pozostawionej im do życia przez wojsko. W zasadzie po wojskowym przewrocie dokonanym przez generała Ne Win w 1962 r., w Birmie nieprzerwanie rządzi junta wojskowa, ostatnio trzymająca z Chinami. To rządy krwawe i bezlitosne. G nębią nie wrogów, ale swoich braci. Wszystkie urzędy, instytucje, firmy są przeżarte korupcją i nepotyzmem. Kierują nimi krewni rządzącego klanu generałów. Armia robi co chce. Nawet jak rękawiczki zmienia nazwę kraju czy siedzibę stolicy. Tylko w Europie Birma pozostała Birmą. W rzeczywistości kraj ten od 1989 r. nosi nazwę Myanmar, a Rangun, jego stolicę przemianowano na Yangun. W końcu i tak przed trzema laty wojskowi przenieśli stolicę do nowowybudowanego miasta Naypyidaw.
– Żadnych przejawów demokratyzacji? Przecież znana jest Narodowa Partia na Rzecz Demokracji i ofiarna działalność Aung San Suu Kyi...
– W 1990 roku były w Birmie demokratyczne wybory, które wygrała partia kierowana przez Aung San Suu Kyi. I cóż z tego? Wyników dzierżący władzę nie uznali. Nadal pogrążają ten kraj, a pani Aung San, nazywana przez rodaków „Lady”, jeszcze przed wyborami zabroniono działalności politycznej i uwięziono w areszcie domowym, gdzie przebywa do dziś.
– Mając tę świadomość czuję się tak, jak czuli się pewnie zaangażowani ludzie Zachodu, gdy Polska znalazła się za żelazną kurtyną...
– Byłem w Laosie, w Kambodży i w Tajlandii, ale Birma wywarła na mnie największe wrażenie. W Polsce za komuny to był miód. Tam zaskoczyła mnie niesamowita bieda. Proszę sobie wyobrazić, że roczny dochód na mieszkańca to ok. 300 dolarów! Całe wsie składają się, by kupić Nissana po wypadku czy inny samochód za 30 tys. dolarów ściągnięty z Tajlandii. W pięciomilionowym Rangunie jest jedna stacja benzynowa! Raz na 3-4 dni jest włączana elektryczność, nie działają komórki, a zwykłe są jedynie w ulicznych budkach i to tylko na korbkę. Poza większymi miastami nie ma dróg, linie kolejowe wybudowane na początku XIX w. przez Brytyjczyków rozsypują się. Nie ma służb komunalnych, więc na przedmieściach, gdzie turyści nie zaglądają, jest niewyobrażalny brud - nikt nie sprząta śmieci, przez które trzeba się przebijać, by dojść na plażę. Brak opieki medycznej wiąże się z dużą śmiertelnością. Kontrastuje z tym styl życia karteli wojskowych i ich rodzin, nieprzyzwoicie wprost bogacących się, zarządzających hotelami, liniami lotniczymi, turystyką, całymi miastami i przemysłem. Birma ma bogate złoża roponośne, ale generałowie przehandlowali je z Chińczykami, którzy położyli rękę na przemyśle wydobywczym.
– Egzotyka egzotyką, ale po co jeździć do kraju ciemiężącego obywateli?
– Bo warto zobaczyć jak tam jest. Opowiadania nie oddadzą klimatu. W kraju pozamykano wszystkie wyższe uczelnie. Tam świątynie też stają się ofiarami junty. W Starym i Nowym Baganie, na przestrzeni 40 km kw. znajduje się 5 tys. przeuroczych pagód ociekających złotem, bo trzeba wiedzieć, ze Birmańczycy nie zjedzą, a kupią płatki złota dla Buddy, którym oklejają jego figury. Któregoś dnia zmieciono z powierzchni ziemi zabudowania Starego Baganu. Wojsko remontuje świątynie ale w wbrew wszelkim zasadom konserwacji zabytków. Nie chcą pomocy UNESCO.
– Cały czas utwierdza mnie Pan w przekonaniu, że Birma nie powinna być miejscem, które odwiedzają turyści, przywożąc walutę juncie...
– Pani Aung San też wystosowała apel do narodów świata, żeby nie odwiedzać Birmy, bo w ten sposób zarabia tylko wojsko. To prawda lecz bez turystyki w miastach i miasteczkach Birmy ludzie giną z głodu. Tam łatwo kupić kawałek plaży, wybudować bungalowy i prowadzić działalność gospodarczą. Wyznaczeni oficerowie za 150 m plaży pod palmami pobierają 350 dolarów miesięcznie. Wielu tak prowadzi działalność, lecz ja wolę mieszkać w Ekwadorze. Równie tanio, a bezpieczniej i oddychać łatwiej.
– Atmosfera duszna politycznie, a tu jeszcze tragedia cyklonu. Że też nie uderzył on na stolicę z generałami, tylko na ubogie południe kraju...
– To jakiś paradoks losu. Tuż przed cyklonem wyjechałem, ale teraz po całej Polsce i wśród znajomych za granicą rozsyłam apele z prośbą o pomoc dla tego pięknego i umęczonego kraju. Dla jego wspaniałych mieszkańców. Szacuje się, że zginęło ze 100 tys. ludzi. Dokładnie nikt tego nie dojdzie, bo w Birmie nie ma rejestracji urodzeń. Około połowa mieszkańców miast nie miała dachu nad głową jeszcze przed kataklizmem. Taki to jest kraj.
– Dziękuję za rozmowę.
Więcej zdjęć z Birmy na stronie Bogdana Skarusa
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!