Reklama

Dwa razy śmierć

29/07/2009 10:58

Jeden był już u schyłku swojego życia, drugi dopiero w jego rozkwicie. Zły los spotkał ich właśnie na tym zakręcie w pobliżu Kolonii Męczyn. Zginęli obaj. Rowerzysta od bardzo silnego uderzenia samochodu, a policjant poniósł śmierć samobójczą.

Od tego czasu mieszkańcy Mokobód mówią o tym miejscu: zakręt śmierci. Snują wiele domysłów o przyczynach i okolicznościach dramatu. Plotki dotyczą szczególnie policjanta, tego, co robił przed tragedią i skąd miał już po służbie broń służbową, z której to właśnie oddał śmiertelny strzał. I dlaczego zdecydował się na tak desperacji krok? Czy wszystko można w tym wypadku tłumaczyć jedynie doznanym szokiem? 

Tragiczne zdarzenie miało miejsce w pobliżu Mokobód, na bardzo ostrym i niebezpiecznym zakręcie. Opel Vectra był prowadzony przez 28-letniego sierżanta, policjanta z Posterunku Policji w Mokobodach. W grudniu minęłoby mu 3 lata służby. Nie ulega wątpliwości, że samochód jechał bardzo szybko. Pojazd, z nieustalonych jeszcze przyczyn, zjechał na lewy pas ruchu i z wielkim impetem uderzył w 84-letniego rowerzystę, mieszkańca gminy Mokobody. Nie miał on najmniejszych szans na przeżycie. Siła uderzenia odrzuciła go na kilkanaście metrów, i dosłownie rozerwała ciało.

Już po kilkunastu minutach na miejsce tragedii przybył prokurator rejonowy z grupą dochodzeniowo-śledczą. Pod jego kierunkiem rozpoczęto rutynowe czynności – zabezpieczono miejsce całego zdarzenia oraz ślady. Ustalono też dane personalne świadków. - W takiej sytuacji świadkowie nie byli na miejscu przesłuchiwani ani rozpytywani – mówi rzecznik prasowy Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach, komisarz Jerzy Długosz. - Chcieliśmy uniknąć możliwości jakiegoś matactwa. Spisano natomiast ich dane personalne, a przesłuchania będzie już prowadziła sama prokuratura.

Jak się dowiedzieliśmy świadków było „co najmniej 4”. Przesłuchano ich jeszcze tego samego dnia, a właściwie to w nocy. Warto też dodać, że na miejscu wypadku byli tylko funkcjonariusze z Siedlec, a nie z Mokobód. Ci bowiem mieli tego dnia dyżury tylko do godziny 16. Jak usłyszałem, to może lepiej, że nie uczestniczyli oni w czynnościach związanych ze śmiercią swojego kolegi. Jak już mówiliśmy, policjant popełnił samobójstwo najprawdopodobniej na skutek silnego załamania nerwowego. Udało nam się dotrzeć do bezpośredniego świadka tego zdarzenia, a także osób, które niemal natychmiast zjawiły się na feralnym zakręcie. Po około pół godziny zebrało się tam już około setki gapiów, którzy przyjechali tu z Mokobód i Męczyna.

Z zebranych przez nas relacji wynika, że poboczem drogi szło dwóch młodych mężczyzn. Cały dramat rozegrał się dosłownie na ich oczach. - Ten policjant jechał bardzo szybko, może 140-150 kilometrów na godzinę – twierdzi jeden ze świadków. Samochód czołowo, pełnym impetem, uderzył w rowerzystę. Auto wybiło w górę, obróciło i rzuciło na pole. Rowerzysta leżał kilkanaście metrów dalej.

Świadek natychmiast pobiegł do swojego pobliskiego domu. Tam chwycił komórkę i nic nikomu nie tłumacząc wybiegł z mieszkania. - Kiedy wróciłem na miejsce wypadku, policjant akurat wydostawał się z rozbitego pojazdu – wyjaśniał mężczyzna. - Od razu mnie spytał, czy rowerzysta żyje. Podszedłem do ofiary, zbadałem jej puls na szyi i odpowiedziałem, że nie. Właśnie w tym momencie policjant wyjął broń. Zacząłem się do niego zbliżać i powiedziałem – co pan robi? Wówczas policjant skierował pistolet w moim kierunku i wystrzelił. Przestraszyłem się i cofnąłem. Pewnie właśnie o to mu chodziło. To, co stało się w chwilę potem, było przerażające. Policjant uniósł pistolet i przystawił go sobie do skroni. Jego ostatnie słowa brzmiały następująco: „Dla mnie i tak nie ma już życia”. Potem rozległ się huk wystrzału.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości