Jest wychowankiem Pogoni Siedlce i nie ukrywa, jak wiele znaczą dla niego biało-niebieskie barwy. Chciałby grać w Pogoni do końca kariery, a inspiracji do piłkarskiej długowieczności szuka u Cristiano Ronaldo. Z Czarkiem Demianiukiem rozmawiamy o minionym sezonie, stereotypach dotyczących piłkarzy po trzydziestce i... fit lodach.
Czy podpisałbyś się pod stwierdzeniem podsumowującym miniony sezon Pogoni: zadanie wykonane, ale styl pozostawia wiele do życzenia?
- Nie. Zgodzę się, że końcówka sezonu była w naszym wykonaniu słabsza i pod tym względem jest pole do poprawy. Jeśli jednak spojrzymy na całe rozgrywki, to zdecydowanie zrobiliśmy krok do przodu. Rok temu walczyliśmy o utrzymanie do ostatniej minuty ostatniego meczu. Tym razem byliśmy pewni ligowego bytu już kilka kolejek przed końcem sezonu. Zdobyliśmy też więcej punktów. Kiedy patrzy się na to na chłodno, progres widać gołym okiem.
Przyznam, że spodziewałem się więcej. W drużynie został trener Adam Nocoń i wszyscy kluczowi piłkarze, którzy w imponującym stylu utrzymali Pogoń rok wcześniej. Doszło też kilka ciekawych transferów. Wydawało się, że środek tabeli jest spokojnie w waszym zasięgu. Nie masz poczucia niewykorzystanego potencjału?
- Mam. Uważam, że mieliśmy zespół, który mógł osiągnąć więcej i rzeczywiście miejsce w środku tabeli nie było poza naszym zasięgiem. Dopadł nas jednak kryzys, a w piłce nożnej takie momenty się zdarzają. Po porażce z Tychami zrobiło się nawet nerwowo. Najważniejsze jednak, że się nie załamaliśmy. W kolejnym meczu, z Grodziskiem, odnieśliśmy zwycięstwo, które praktycznie przypieczętowało nasze utrzymanie. Ostatecznie liczy się efekt końcowy. Lepiej brzydko wygrać niż pięknie przegrać.
Pogoń utrzymała się głównie dzięki dobrej jesieni. Wiosną powodów do radości było znacznie mniej. Z czego to wynikało?
- Dużo o tym myślałem i skłaniałbym się ku kwestii psychologicznej. W piłce nożnej ogromną rolę odgrywa głowa. Jestem już doświadczonym zawodnikiem i wiem, że inaczej funkcjonuje się wtedy, gdy walczy się o konkretny cel. My dość szybko znaleźliśmy się w sytuacji, w której zarówno spadek, jak i baraże o awans do ekstraklasy stały się mało prawdopodobne. Nie chcę powiedzieć, że przestało nam zależeć, bo tak nie było. Natomiast poziom motywacji mógł być nieco inny. To subtelna różnica między chęcią wygrania a koniecznością zwycięstwa. Wtedy funkcjonuje się na zupełnie innym poziomie napięcia i koncentracji.
Jak ważne dla Siedlec i Pogoni jest kolejne utrzymanie na poziomie I ligi?
- Bardzo ważne. I liga to prestiżowe rozgrywki. Wiele klubów dysponujących znacznie większym budżetem chciałoby być dziś na naszym miejscu. W tym sezonie mierzyliśmy się z tak uznanymi markami jak Wisła Kraków, Śląsk Wrocław czy Ruch Chorzów. To powód do dumy dla wszystkich siedlczan. Na Stadionie Śląskim graliśmy zaledwie miesiąc po występie reprezentacji Polski. Pokonaliśmy tam drużynę prowadzoną przez byłego selekcjonera Waldemara Fornalika. Takie mecze zapisują się w historii siedleckiego sportu. Myślę, że gdy dziś gdzieś w Polsce padnie hasło „Siedlce”, wiele osób odpowie: „Pogoń”. To ogromna promocja dla miasta.
Przez lata wydawało się, że budowanie wyjściowej jedenastki Pogoni zaczyna się od Czarka Demianiuka. W tym sezonie zdarzało się jednak, że musiałeś pogodzić się z rolą rezerwowego. Dla ambitnego sportowca to chyba trudne doświadczenie.
- Zdecydowanie nie było mi łatwo. Choć niedługo skończę 34 lata, nadal czuję się bardzo młodo i nie uważam, żebym ustępował komukolwiek w drużynie pod względem przygotowania czy zaangażowania. Takie były decyzje i je szanowałem, ale przy każdej okazji starałem się udowodnić swoją wartość. Myślę, że w kilku meczach pokazałem, że Demianiuk wciąż może wiele dać tej drużynie. Wróciłem do podstawowego składu, a w przyszłym sezonie zrobię wszystko, by zostać w nim na stałe.
Jak oceniasz swój miniony sezon?
- Zawsze patrzę na takie sprawy kompleksowo. Jeśli spojrzymy na liczby, był to dla mnie lepszy sezon niż poprzedni. Zanotowałem sześć asyst - najwięcej w zespole. I zdobyłem jedną bramkę. Gol był szczęśliwy, bo piłka po prostu się ode mnie odbiła, ale w piłce szczęście zwykle się wyrównuje. Dla równowagi w meczu ze Śląskiem nie uznano mi prawidłowo zdobytej bramki. Grałem prawie o połowę mniej niż rok wcześniej, a mimo to poprawiłem swoje statystyki. Jestem przekonany, że gdybym dostawał więcej minut, moje liczby mogłyby być jeszcze lepsze.
W Polsce wciąż funkcjonuje przekonanie, że starszy zawodnik nie ma prawa do słabszego momentu. Młodszym wiele się wybacza, natomiast gdy doświadczony piłkarz obniży loty, od razu słyszy się, że „już się skończył”. Moim zdaniem to błędne podejście. Granica wieku w piłce mocno się przesunęła. Zawodnicy trenują mądrzej, lepiej się prowadzą i są bardziej świadomi swojego organizmu. Po trzydziestce można mieć chwilowy spadek formy, a później wrócić na wysoki poziom. Powinno oceniać się całokształt, a nie metrykę.
Z twoich słów wynika, że zostajesz w Pogoni na kolejny sezon.
- Tak. Mam jeszcze rok kontraktu. Jestem z Siedlec, kocham ten klub i bardzo się z nim utożsamiam. Celuję w piłkarską długowieczność na wzór Cristiano Ronaldo, dlatego wierzę, że jeszcze mocno przysłużę się Pogoni.
A co powiesz na taki scenariusz: gra w Pogoni do końca kariery?
- To byłby idealny plan. Jestem stąd, mam ten klub w sercu. Wkrótce dobiję do 300 meczów w biało-niebieskich barwach. Jeśli zdrowie pozwoli, chciałbym rozegrać ich nawet 400.
Od niedawna, poza grą w piłkę, prowadzisz też własny biznes. Twoja lodziarnia stanęła niedaleko stadionu. Skąd taki pomysł?
- Zawsze chciałem rozkręcić własny interes. Długo zastanawiałem się, co to mogłoby być, aż w końcu postawiłem na lody. Lokalizacja nie jest przypadkowa. I tak niemal codziennie przyjeżdżam na stadion na trening, więc mogę też na bieżąco doglądać biznesu. Nazwę „Lavo” wymyśliła moja żona i bardzo mi się spodobała.
Zainteresowanie jest naprawdę spore. W ofercie mamy między innymi lody fit, skierowane do osób aktywnych fizycznie i tych, które muszą zwracać uwagę na dietę. Klienci dokładnie wiedzą, jaki jest skład produktów i ile mają kalorii. To element, który wyróżnia nas na tle konkurencji.
Podkreślasz, że o zakończeniu kariery jeszcze nie myślisz. Gdy jednak ten moment nadejdzie, chciałbyś pozostać przy piłce czy skupić się na biznesie?
- Szczerze mówiąc, jeszcze się nad tym nie zastanawiałem. Wydaje mi się jednak, że nie potrafiłbym całkowicie odciąć się od piłki. Być może pójdę w stronę trenerki, być może pracy działacza. Na pewno chciałbym wykorzystać doświadczenie, które zdobyłem przez wiele lat gry na całkiem przyzwoitym poziomie.
Co trzeba zrobić, żeby przyszły sezon dostarczył kibicom więcej powodów do radości?
- Musimy oczywiście patrzeć na możliwości klubu. Pogoń nie jest finansowym potentatem ligi, wręcz przeciwnie. Trener zapowiedział jednak sporo zmian kadrowych. Wierzę, że uda się zbudować ambitny zespół z charakterem, który będzie potrafił postawić się faworytom i niejednemu z nich utrzeć nosa.
Rozmawiał Paweł Świerczewski
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze