Reklama

Gdyby nie Buzek

14/07/2009 10:34

No i stało się nieszczęście. A jeśli nawet nie stało się, to na dniach się wydarzy - Buzek szefem Parlamentu Europejskiego zostanie. Albo już został. Nie dość, że deszcz leje, ryby zdychają, plony zagrożone, to teraz i to jeszcze. Nie ma zmiłowania nad biedną Rzeczpospolitą.

Oficjalnie wszyscy niezmiernie są zadowoleni. Opozycja nominację popiera, prezydent Kaczyński szczerze gratuluje. Zęby zaciskają, żeby prawdy nie powiedzieć - że to nie żaden sukces, a wielkie nieszczęście, i powodów, by się cieszyć nie ma żadnych. Gdyby to był Gosiewski albo Oleksy choćby… Ale Buzek? Katastrofa. Bo co z tego, że jeden Polak przewodniczącym w Europie przez marne dwa i pół roku będzie? Co z tego, skoro całą resztę naszych narodowych szans i aspiracji szlag trafi? Gdyby nie Buzek, nie tylko poważne stanowisko unijnego komisarza - cała reszta świata byłaby w zasięgu ręki. Stanowisko szefa NATO? Może dla Sikorskiego? Proszę bardzo. Przewodnictwo Rady Europy dla Cimoszewicza? No problem. Miejsce przy stole G8? Już się robi. ONZ dla Kwaśniewskiego? Voila! Podobno Niemcy - gdyby Tusk Buzka odpuścił - gotowi byli wycofać ze stanowiska samego papieża. Watykan był do wzięcia! Ale nic z tego, bo premier Tusk się uparł. Obiecał premier, że Buzek zostanie przewodniczącym Parlamentu Europejskiego, i ze wszystkich swoich obietnic – jak pech, to pech – tej jednej akurat musiał dotrzymać. Uparł się i wygrał. Z samym Berlusconim wygrał, bezczel jeden! Naprawdę nie wiem, jak my teraz z tym sukcesem żyć będziemy. Jak sobie radę damy. Gdyby koledzy Europejczycy i koleżanki Europejki wykiwali nas, ograli, gdyby zrobili w trąbę, wystawili nas do wiatru, wpuścili w kanał, wtedy – wtedy tak, sięgnęlibyśmy do historycznych zasobów i znaleźlibyśmy pełną godności odpowiedź na niemieckie knowania i francuskie zdrady. Mamy w tym wprawę. Ale sukces, zwłaszcza sukces prestiżowy? Nie mamy narodowej miny na taką głupią sytuację. Wstyd przyznać, nie zdarzało się. W głębi duszy zawsze będziemy podejrzewać, że zachowaliśmy się jak naiwni tubylcy, tanio kupieni za szklane paciorki. A gdy my się cieszymy błyskotkami, konkwistadorzy nasze złoto statkami wywożą. W gruncie rzeczy, żaden to w końcu powód do radości. Kibice Realu Madryt – że sięgnę po niedawny przykład z dziedziny piłki nożnej - nie mają obowiązku radować się z faktu, że Barcelona wygrywa Ligę Mistrzów. Hiszpanów prawdziwych, madryckich (nie tylko prawdziwi Polacy istnieją, prawdziwi Hiszpanie również) nie musi to cieszyć. Bo FC Barcelona to klub i duma Katalonii, należy więc do innego, obcego plemienia. Prawdziwi Hiszpanie mają święte prawo w decydującej rozgrywce trzymać kciuki za Manchester United. Nie są to wśród kibiców żadne nadzwyczajne zjawiska. Jak pech, to pech. Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości