Reklama

Gotowa na sukces

Olgę pamięta każdy, kto choć raz usłyszał jej głos. Na scenie jest jak ogień - już w pierwszych sekundach występu rozpala iskrę ciekawości. Co daje jej taką siłę i energię? Odpowiedź jest prosta: miłość do muzyki.

Olga Manujlik mówi po polsku, ale z akcentem Ałły Pugaczowej. Ludzie często pytają: „Gdzie jest twój dom?”. - Mam dwa domy: jeden w Polsce, drugi na Ukrainie - odpowiada wtedy. Najmłodsze lata spędzała trochę tu, trochę tam. Wychowywała się w muzycznej rodzinie. Jej dziadek był dyrektorem Akademii Muzycznej w Równym na Ukrainie, zaszczepiał młodzieży ciepłe uczucia do muzyki. Mama grała na skrzypcach w orkiestrze. - Głos dostałam w spadku po mamie i babci, które w młodości też śpiewały. Jest moim największym skarbem - podkreśla Olga.

Potwierdziły to sukcesy na ogólnopolskich i międzynarodowych konkursach piosenki. W 1997 roku wygrała Warszawską Parafiadę Młodzieży. Kolejne lata przyniosły jej laury w Inowrocławiu (Konkurs Piosenki Wojskowej), Brześciu (Konkurs Piosenki im. St. Moniuszki) i Kijowie (Konkurs Piosenki Współczesnej). Swój wrodzony talent przypieczętowała ukończeniem Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie oraz dyplomem z wokalistyki.

W 2002 roku trafiła do Siedlec. Jacek Grabiński, prezes Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”, zapraszał ją już wcześniej, ale jakoś nie wychodziło. - Pewnego razu pojawił się w Równym z Chórem Miasta Siedlce. Zadzwonił do mnie o dwudziestej drugiej i powiedział: „Jeśli chcesz jechać, to masz czas do rana” - wspomina Olga. Długo się nie zastanawiała, zaczęła opróżniać szafki z ciuchami. 

- Moja mama była w szoku... Zanim doszła do siebie, miałam już spakowane walizki - śmieje się. W Siedlcach Olga poznała chłopaka, podjęła studia na WSFiZ-ie i zaczęła śpiewać w Klubie Garnizonowym. Wtedy wyjeżdżanie stąd nie miało już sensu. W tamtym okresie podjęła też dwuletnią współpracę z Centralnym Reprezentacyjnym Zespołem Wojska Polskiego.

Od kilku lat daje własne recitale. Na koncertach zwykle śpiewa znane szlagiery i autorskie piosenki. Po polsku, rosyjsku i angielsku. - Jest mistrzynią coverów. Potrafi zaśpiewać wszystko, od Whitney Houston po Andreę Bocellego - zachwyca się jej przyjaciel Mirosław Greluk. Stara się interpretować znane już piosenki na swój sposób, nie powtarzać tego, co już było. W przeboju „Venus (Shocking Blue)” totalnie zmieniła refren, dając tej znanej piosence nowe życie. „Olka na scenie i poza sceną to dwie różne osoby” - stwierdziła kiedyś jej przyjaciółka. I zaraz dodała: „W życiu - wariatka, a na scenie jeszcze większa...”. Ten opis dużo mówi o temperamencie Olgi Manujlik. Na scenie żywiołowa i spontaniczna, poza nią rozrywkowa i towarzyska - oceniają znajomi. Najwięksi artyści po koncertach odpoczywają, ale nie Olga! Od razu jest gotowa dać kolejny, tym razem dla znajomych i przyjaciół... Śpiewa i tańczy do białego rana. Muzyka to jej żywioł, jej radość.

Nie ma imprezy, na której by jej nie chcieli. Rozrywkowa? Biznesowa? Sportowa? Śpiewała już na wszystkich. W 2008 roku firma Master Promotions organizowała Wielka Halę Kick Boxingu. Olgę wydelegowano do odśpiewania Mazurka Dąbrowskiego. Stała na ringu, oślepiały ją światła, musiała zgadywać, w którym momencie zostanie puszczony podkład muzyczny. - Kiedy mnie zapowiadano, liczyłam sekundy i na trzy-cztery musiałam wejść z tekstem. Miałam wielką obawę, czy tego nie zawalę - wspomina. W dodatku ring był miękki, a Olga na obcasach. Z tyłu za nią stali chłopcy i nagrywali komórką, jak w trakcie hymnu nogi jej się zapadają. - Poza tym wszystko OK. Tyle gwiazd estrady (w tym Edyta Górniak) wyłożyło się na śpiewaniu hymnu, a ona sobie poradziła!

Na jednym z „Grelowisk” Olga poznała Kevina Aistona, najpopularniejszego Anglika w Polsce. Oboje showmani, w dodatku pozytywnie zakręceni, od razu wpadli sobie w ramiona. Zaczęli razem prowadzić festyny i imprezy rozrywkowe. Kevin zaoferował pomoc w wydaniu płyty Olgi, a znany dziennikarz-muzyk Artur Orzech obiecał napisać jej piosenki. Na razie to tylko deklaracje, ale Olga wierzy, że jej kariera w końcu nabierze rumieńców. Ma wszystko, czego potrzebuje piosenkarka: talent, wyszkolony głos i dużo naturalnego wdzięku. Czego brakuje? Osoby, która na profesjonalnym poziomie zajęłaby się jej managamentem.

Ona sama bardzo poważnie podchodzi do tego, co robi. Od najmłodszych lat przykładała dużą wagę do edukacji muzycznej. Teraz sama uczy dzieci śpiewać. Dlatego trochę się dziwi kierunkowi, w jakim podąża współczesny show biznes. Wiele piosenkarek swoją popularność zawdzięcza bardziej temu, jak wyglądają, niż temu, jak brzmią czy śpiewają. - Przychodzą do mnie dzieci i pytają: „Pani Olu, czy mogę zaśpiewać Dodę?”. Wtedy się uśmiecham, bo to nie jest wokalistka, na której początkujący adepci śpiewu powinni się wzorować - uważa. Jeśli już brać przykład, to z Anny Jantar albo Edyty Geppert. To są jej zdaniem artystki, których piosenki żyły, żyją i nie przeminą. Doda, owszem, pośpiewa jeszcze dwa, cztery lata, ale za dwadzieścia wszyscy o niej zapomną. - W tej chwili mniej ważne zaczyna być to, aby otworzyć swoje wnętrze i zaśpiewać od serca, a ważniejsze to, aby obnażyć się na scenie - zauważa. Może dlatego Olga jeszcze nie zrobiła kariery?

Czekając na swoje pięć minut, realizuje się na innych polach. Oprócz śpiewania, zasiada w jury konkursów wokalnych, uczy dzieci śpiewu i prowadzi konferansjerkę. Która z tych ról sprawia jej największą satysfakcję? - Praca z dziećmi - wyznaje. Kiedyś uczyła śpiewu w Sokołowskim Ośrodku Kultury. Zabrała czwórkę dzieci na konkurs piosenki do Warszawy. Mówi, że jechała tam bez większego przekonania. A tu nagle bach! Jej podopieczni zdobyli wszystkie cztery nagrody. - Cieszę się, bo oprócz tego, że sama umiem śpiewać, potrafię jeszcze tego kogoś nauczyć - mówi Olga. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama