Co jest najszlachetniejszym przejawem sportowego ducha? Wszyscy wiedzą - najważniejszy jest udział, liczy się uczestnictwo. Powinniśmy być dozgonnie wdzięczni PZPN. Tylko PZPN zagwarantuje naszym piłkarzom udział w rozgrywkach. Że nie gwarantuje zwycięstw? Nie szkodzi. Liczy się udział. Liczne są na to teoretyczne i praktyczne dowody. Z naruszonym PZPN-em narodowa reprezentacja nie zgra ani w sobotę z Czechami, ani w środę ze Słowacją. A skoro nie zagra, to reszta nie ma znaczenia.
Sensem, sednem, esencją sportowej rywalizacji jest – wbijmy to sobie do głowy raz na zawsze – uczestnictwo! I tylko uczestnictwo. PZPN robi swoje, bo te niewzruszone pryncypia gwarantuje. FIFA i UEFA dbają o czystość sportu, więc stoją za nim murem. Dzięki PZPN nasi piłkarze mają zasłużony tytuł uczestników. Uczestnicy są tak samo niezbędni jak zwycięzcy. Sukcesów PZPN zapewnić nie może. Widocznie to nie jego działka.
Jaki był ostatni znaczący sukces polskich piłkarzy? 3. miejsce na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii. Kiedy to było? W roku 1982. Od ćwierć wieku stać nas co najwyżej na kultywowanie sportowego ducha, czyli uczestnictwo - w eliminacjach albo, co najwyżej, w fazie grupowej rozgrywek.
PZPN jest - wiem, że wielce ryzykowne to porównanie - jak dziewica z sienkiewiczowskiej powieści. W powieściach Sienkiewicza mogą, jak wiadomo, zaistnieć wszystkie możliwe okropieństwa (masowe rzezie, gwałty, rabunki oraz nabijanie na pal), pod jednym wszakże warunkiem: na koniec tomu dziewica intacta ma stanąć przed ołtarzem. W polskiej piłce możliwe są: burdy kibiców na stadionach (i poza stadionami), sprzedane mecze, przekupni sędziowie, pijani zawodnicy na zgrupowaniach, lista formalnych uchybień może liczyć nawet 38 stron. Wszystko jest możliwe i dopuszczone, byle PZPN przetrwał w stanie nienaruszonym. Słuszne to i pożyteczne, bo w sporcie przecież chodzi tylko o to, by wziąć udział. Układ jest taki, że bez PZPN nie da się rozegrać międzynarodowego meczu. Czy można wziąć piłę
i przed blokiem na trawniku pokopać? Nie wiem. Nie jestem pewny. Możliwe, że jest to zabronione.
W meczu reprezentacji z Portugalią w Chorzowie Ebi Smolarek zachował się przytomnie. Wychodząc na pozycję strzelecką, kątem oka spojrzał jeszcze na bocznego sędziego, by sprawdzić, czy nie sygnalizuje on pozycji spalonej. Chorągiewka nie była w górze. Ebi precyzyjnie trafił w prawy górny róg i było 2:0. Gdyby teraz Smolarek znalazł się w podobnej sytuacji, nie wystarczyłby rzut oka na sędziego. Aby być pewnym prawidłowości zagrania, piłkarz musiałby wejrzeć w aktualny stan PZPN. Zawieszony? Nie zawieszony? Jak PZPN zawieszony, nie ma co kopać. Bez PZPN cała kopanina na nic.
Dariusz Kuziak
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!