Reklama

Herbert na tle Rzeczypospolitej

30/07/2008 09:22

Wiersze Zbigniewa Herberta rzucone na podświetlony bladobłękitny fronton Pałacu Rzeczypospolitej - niezły koncept. Cokolwiek Herbert pisał - nawet kiedy pisał o Akropolu - na takim właśnie tle, na tle Rzeczypospolitej się go czytało. Tak się nam prezentował („na taką miłość nas skazali, taką przebodli nas ojczyzną”). A ponieważ Pałac Rzeczypospolitej jest obecnie siedzibą Biblioteki Narodowej, literacka perspektywa także zyskała właściwą głębię.

W pałacowych murach leżą rękopisy Kochanowskiego, Mickiewicza, Norwida. A teraz także jego - Herberta.
Miejsce wybrano dogodnie, symbolicznie - dziedziniec na placu Krasińskich, między Pałacem Rzeczypospolitej, Pomnikiem Powstania Warszawskiego a Sądem Najwyższym. Czas także stosowny: wieczór po upalnym letnim dniu, pod lipcowym niebem, wśród milknącego gwaru Warszawy. To wszystko, myślę, bardzo by się Herbertowi podobało.
Dziesięć lat to, ujmując rzecz obiektywnie, szmat czasu. Ale dziesięć lat po śmierci poety to chwilka zaledwie. Kopczyki wzniesione z książek rozpadają się wolniej niż kurhany władców. Mogliśmy ten Herbertowski katakumbowy jubileusz spędzić w domu, kartkując powoli „Raport z Oblężonego Miasta”, czy okolicznościowo przerzucając strony „Barbarzyńcy w ogrodzie”. Wybraliśmy jednak inaczej i w niedzielny wieczór, 27 lipca pojechaliśmy do Warszawy. Pojechaliśmy trochę na przekór, bo na zdrowy rozsądek coś takiego - jak widowisko mutimedialne „Herbert: rekonstrukcja poety”, widowisko plenerowe i masowe, musiało zakończyć się klęską.
Poezja to nie koncert rockowy, sukces przedsięwzięcia nie zależy od frekwencji. Miłośnicy poezji powinni występować pojedynczo lub - lepiej nawet - parami, co najwyżej - w niewielkich grupach. Poezja sama siebie przecież zdrabnia i pomniejsza, zapraszając zwykle na „wieczorek”, nie na „wieczór”. Poeta wydaje nie „tom”, a „tomik” zaledwie. Miłośnicy poezji zgromadzeni masowo, zapełniający wielki plac, to rzecz co najmniej podejrzana, jeśli nie z gruntu chorobliwa. (Miłośników twórczości Majakowskiego chwilowo weźmy w nawias.)
Ci, którzy wybrali się na plac Krasińskich, mieli chyba nadzieję - ja miałem - że wielkich tłumów nie będzie. Jeśli jednak myśl taka - że wielkie tłumy nie przyjdą - pojawi się w zbyt wielu głowach, skutek okazuje się odwrotny od zamiarów.
Poetyckie przedsięwzięcie masowe, jako się rzekło, udać się nie powinno, wszelako tym razem udało się na przekór wszystkiemu. Tym, którym wrył się w pamięć poeta-kronikarz, opisujący dzieje narodowego oblężenia, Herbert - tekściarz, autor buntowniczych songów, wyśpiewanych przez Jacka Kaczmarskiego, twórcy spektaklu przypomnieli poetę o głosie ściszonym, narratora małego palca swojej lewej ręki, próbującego opisać dotykalne drobiazgi - „Kamyk”, „Tamaryszek”. Ważne to przypomnienie i ważna rada: „Między krzykiem narodzin, a krzykiem śmierci obserwujcie swoje paznokcie, zachód słońca, ogon ryby. A tego, co zobaczycie, nie wynoście na rynek, nie sprzedawajcie po cenach okazyjnych, nie krzyczcie. Bogowie tak jak zakochani
lubią ogromne milczenie (…)”
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości