Reklama

II Festiwal im. J. Himilsbacha

Znany z niebanalnego humoru oraz z nieprzewidywalnych zachowań i pomysłów, miński poeta, prozaik, aktor filmowy i scenarzysta, Jan Himilsbach, zapewne postanowił spłatać psikusa swoim krajanom i 5 września, w dniu festiwalu poświęconego jego artystycznym dokonaniom, wymodlił dużo deszczu u Opatrzności.

Jest to całkowicie możliwe, ponieważ autor „Monidła” ma względy w niebiosach. Przekonuje o tym choćby kazanie księdza na pogrzebie J. Himilsbacha. Duchowny wtedy ogłosił: - Odszedł człowiek o anielskim sercu, przepięknym i aksamitnym głosie. Mińszczanie okazali wierność swojemu wieszczowi i pomimo przekropnej pogody tłumnie przybyli na plac przed pałacem Dernałowiczów, gdzie odbywały się festiwalowe uroczystości.

Ile razy można pieprzyć to samo?


W Mińsku Mazowieckim, gdzie J. Himilsbach przyszedł na świat, spędził w nim lata dziecinne i młodzieńcze, opinie o nim są zróżnicowane. Powszechne są opinie, że autor „Łez sołtysa” nie należał do ludzi spokojnych. Przyszły pisarz z lubością klął, palił i notorycznie opróżniał flaszki z wysokoprocentowymi trunkami. Tak naprawdę, jak stwierdza jego przyjaciel, Stanisław Manturzewski, J. Himilsbach nazywał się Iwanem Hymmelbachem. Dalej „Mantu” stwierdza, że bohater filmu „Wniebowzięci” napisał cztery wersje swojego życiorysu. Każda jest inna i nieprawdopodobna. W jednej z wersji pisarz stwierdza: - Moją matką była Rosjanka urodzona w Tomsku, a ojcem niemiecki kupiec, który zginął w 1917 roku. 

Zważywszy, że Jaś urodził się czternaście lat później, musi być owocem wyjątkowo przenoszonej ciąży. Jedno jest pewne, co możemy przeczytać w metryce chrztu, że J. Himilsbach urodził się w Mińsku Mazowieckim, 31 listopada, o godz. 16, z Marzeny Himilsbach, lat 35 wówczas mającej, niezamężnej. Problem jest w tym, że data 31 listopada nie istnieje. Ale cóż, jeżeli jest na to kościelny dokument, musi to być prawda... Wielki mińszczanin opowiadał również, że jego rodzice zginęli podczas wojny, a on, jako żydowskie dziecko przeżył, ukrywając się na cmentarzu. Życie J. Himilsbacha pełne jest zagadek i tajemnic, których wyjaśnienie jest raczej niemożliwe. Tym bardziej, że w kolejnych wywiadach do swojego życiorysu wprowadzał coraz to nowe elementy i zmieniał fakty. Na pytanie, skąd biorą się różnice w kolejnych wersjach jego biografii, pisarz oświadczył: - A ile razy można pieprzyć to samo?        

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama