Jest niemal na każdym wydarzeniu kulturalnym. Uważny i skupiony, trzyma się trochę na uboczu, unika kontaktu wzrokowego. Potem opisuje swe wrażenia w mediach społecznościowych. Szczerze, z własnymi uwagami i szczegółami – gdzie i kiedy się odbyło, kto był. Siedlczanin Sebastian Baran to wyjątkowy człowiek. Udowadnia, że niepełnosprawność nie skazuje na życie na marginesie. Jest coraz częściej zapraszany na wieczory autorskie, na których prezentuje swoje wiersze. Ma swoje życie i marzenia.
Chciałabym, abyś sam się przedstawił. Kim jesteś?
- Nazywam się Sebastian Baran, mam 47 lat, jestem poetą. Pisać zacząłem 26 lat temu, spontanicznie, sam dla siebie. Może trochę z nudów.
Z nudów?
- No tak. Obserwowałem świat i przelewałem to na papier.
Miałeś 21 lat. Czy teraz też piszesz z nudów?
- Teraz się nie nudzę, mam zapełniony dzień. Chodzę na wydarzenia kulturalne, muszę pomóc w domu, bo mieszkam z rodzicami i bratem. Trochę poczytam. Lubię biografie i książki religijne, ale czytam też czasopisma o niepełnosprawnych, o integracji.
Ten temat jest ci bliski?
- Tak, cieszy mnie, że sytuacja osób niepełnosprawnych się poprawia, choć w Polsce, w porównaniu z innymi krajami, takie osoby są jesz cze na uboczu. A sztuka artystów nie pełnosprawnych różni się, jest inaczej traktowana, spychana na margines. Nie ma równości, osoby pełnosprawne bardziej się liczą. Obserwuję to.
Możemy porozmawiać o twojej niepełnosprawności? Czy jesteś w spektrum autyzmu?
- Mam zaburzenia osobowości i uszkodzony ośrodkowy układ nerwowy. Inaczej postrzegam świat.
Ośrodkowy układ nerwowy odpowiada za kontrolę reakcji, emocji.
- Łatwo wpadam w złość.
Co wtedy robisz?
- Najczęściej krzyczę. Dawniej kopałem przedmioty, ławki. Teraz staram się hamować, ale czasami podnoszę głos.
Nigdy nie podniosłeś głosu, gdy cię widziałam.
- Teraz jestem spokojny, ale wiele rzeczy mnie denerwuje. Na przykład gdy starsza pani całuje krzyż. To niehigieniczne, zostawia zarazki. To mnie drażni. Hałas mi przeszkadza. Czasem cały świat może denerwować, czasem byle co.
Trudno jest żyć, gdy jest tyle przytłaczających bodźców?
- Biorę leki uspokajające, chodzę do psychologa i psychiatry. A gdy potrzebuję wyciszenia, chodzę nad zalew. Tam bardzo odpoczywam.
Funkcjonujesz fantastycznie! Obserwuję z przyjemnością, jak szanują cię ludzie, nie tylko ci ze świata kultury. Jesteś zapraszany na wieczorki poetyckie nawet przez okoliczne koła gospodyń wiejskich. Lubię twoje recenzje wydarzeń kulturalnych. Czasem są surowe, ale szczere.
Piszę, co czuję, z potrzeby, żeby ludzie widzieli, co się dzieje w Siedlcach. Dla mnie to ważne, że pomimo niepełnosprawności rozmawiam z artystami. Staram się nie poddawać, a na ile mogę, staram się dorównać. Czasem przeszkadzają mi tylko małe pomieszczenia, galerie, gdy jest tłum. Nie lubię tłumu, za dużo bodźców i hałasu.
Ukończyłeś V LO przy dawnym „Medyku”. Próbowałeś też studiować zootechnikę na siedleckiej uczelni.
Nie wyszło, ciężki kierunek. I nie nadawałem się, bo za bardzo się stresowałem. Wykładowcy mnie stresowali. Ciężko mi o tym mówić.
Przykry temat?
- Tak.
Miałeś przyjaciół?
- W liceum był Grześ na wózku inwalidzkim. W sumie niewielu miałem przyjaciół, kilku dosłownie. W podstawówce i w liceum nie bardzo mnie akceptowano, chodziło o moje zachowania związane z niepełnosprawnością.
Masz o to żal?
- Mam.
Wiele lat temu niewiele osób rozumiało bądź miało wiedzę o takich schorzeniach, na jakie ty cierpisz. Teraz jest chyba inaczej, łatwiej.
- Może i tak. Trudno, na takie czasy trafiłem.
Co lubisz, a czego nie lubisz?
- Lubię występować z poezją i chodzić na imprezy kulturalne. Nie lubię tłumu i małych pomieszczeń. I nie lubię, gdy ktoś narzuca mi swoją wolę. Lubię działać po swojemu, pisać po swojemu, swoim językiem, tak jak czuję. A na zajęciach z poezji często mówią, jak ktoś ma pisać. I nie lubię, gdy ludzie jeżdżą za granicę, a nie poznali jeszcze swojego kraju. A to ważne, aby poznać swój kraj.
O czym najczęściej piszesz?
- O akceptacji drugiego człowieka, o szacunku. Żeby nie odrzucał jeden drugiego, tylko szanował. Człowiek odrzucony cierpi. Moje wiersze są czasem pesymistyczne. Mam też parę religijnych, o Maryi. Wiara jest dla mnie ważna, każdej niedzieli chodzę do kościoła.
Chciałbyś wydać swój tomik?
To wymaga dużo pracy i mobilizacji. Trzeba zaprojektować okładkę, napisać wstęp, opracować szatę graficzną. I pieniędzy trzeba dużo wydać.
Może będą osoby, które ci zechcą pomóc w spełnieniu tego marzenia? A masz jeszcze inne marzenia?
- Mam sporo. Chciałbym jeszcze nauczyć się grać na gitarze i śpiewać.
Wierzę, że się spełnią. A ja dziękuje ci za szczerość i zaufa nie. I chciałabym, abyśmy jak naj szybciej mogli przeczytać twoje wiersze w autorskim tomiku.
Rozmawiała MARIOLA ZACZYŃSKA
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze