Reklama

Jak długo jeszcze?

Komentarze internautów są nieprzebraną skarbnicą wątków do przemyśleń. Oto w trakcie jednej z e-debat dotyczącej poprawienia kondycji naszej ojczyzny, padło pytanie o to, co jest „interesem Polski?” Jedyna odpowiedź brzmiała: „Interesem Polski jest Polska katolicka, suwerenna, by nie było bezrobocia, by ludzie godnie zarabiali, by służba zdrowia była sprawna, by..., by...”. Słowem – koncert życzeń. Ktoś napisał: „Też tego chcę! Powiedz, jak to osiągnąć”.

I nastąpiła cisza. Zastanowiła mnie ona, ale nie zdziwiła. Potwierdziła opinię, że wiecować potrafimy jak mało kto, ale jak przychodzi do konkretów, do działania, to następuje niemoc, posucha i zapaść intelektualna. W ferworze debat mamy wyłącznie wspaniałe pomysły, cudownie proste rozwiązania trudnych spraw i oczywiste recepty na każde polskie schorzenie; i mieszkańcy kruszejących bloków niesłusznej epoki, i ci zamieszkujący wille za miastem. Ale gdy pada pytanie o konkretne posunięcia, zapada ogólne milczenie. Gorącość trybuna i wymowa wieszcza stają się bezużyteczne, a – co gorsza - dociekliwość budzi podejrzenia i bywa brana za prowokację. 
Ileż to wizji rychłego osiągnięcia tzw. dobrobytu roztaczali przed nami politycy od roku 1990 – pamiętacie Państwo? Która formacja polityczna jeszcze nie partycypowała w rządzeniu Polską? Ileż my, wyborcy, mieliśmy szans, by - posmakowawszy goryczy znowu niespełnionych obietnic – definitywnie popędzić łgarzy? Co najmniej kilkanaście... I co? I nic!

I to jest najbardziej irytujące: nasza bezwola jako wyborców. Ale że jesteśmy, jacy jesteśmy, nie jest sukcesem scenarzystów od gier wyborczych, którzy tak znakomicie obmyślają „lepy na głosy”, że nie sposób się im oprzeć. A skąd! To nasza wina, bo zamiast zastanowić się nad jakością (realizmem) programów i stosunkiem przewidywalnych kosztów do założonych zysków, to głosujemy w najgłupszy sposób: na „naszych”. Bo „nasi” mają rację nie dlatego, że oferują lepsze pomysły, ale dlatego, że są „nasi”. Przeświadczenie o „wyższości naszości” zastępuje myślenie i krytycyzm. Zamyka uszy i oczy na argumenty „nie naszych”. Do tego kochamy kategoryczne oceny – im radykalniejsze, tym budzą większy aplauz. „Tamtym” trzeba przywalić. Jeśli ci cuchną „czerwonymi”, to tamci chodzą na pasku „czarnych”. Jeśli ci sprzedają Polskę obcym, a co się tylko da rozkradają, to tamci chcą Polskę zamknąć w skansenie kulturowym i getcie światopoglądowym. Jak cioteczny tego był ubekiem, to stryjeczny tamtego był „szmalcownikiem”.

I tylko ci są „prawdziwymi Polakami”, a tamci to wyłącznie „homosie i bezbożniki”.
 I tak w kółko Wojtek. Do upadu, do ogłupienia, do urzygu... Jak długo jeszcze? Jak długo!? 
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama