Reklama

„Jak za Gierka”

Niedaleko Siedlec, na lokalnym bazarku sąsiadują ze sobą dwa sklepy. Jeden firmowy, należący do dużego koncernu mięsnego, mami klientów wywieszonym w witrynie plakatem, że jego produkty „są wykonywane zgodnie z tradycyjnymi recepturami”. Obok podane są „atrakcyjne ceny dnia” na wędliny i mięso.
Drugi sklepik jest jakby bezimienny: bez ozdób, szyldów i tablic z cenami. Z odległości 20 m nie widać informacji, kto jest właścicielem sklepu i w jakiej wytwórni zaopatruje się w towar. Zamiast tego wisi niewielki szyld „Mięso – wędliny. Jak za Gierka”.
Przez dobre pół godziny siedziałem w aucie czekając na kogoś i obserwowałem przez szerokość ulicy oba sklepy. Stawiałem na gazecie kreski (w zapisie „siatkarskim”) licząc osoby, które wchodziły  do sklepików. Stosunkiem 15 do 27 wygrał ten, co to jak za Gierka. Oczywiście nie wiem, czy i jakie zakupy robili wchodzący, ale nie o to idzie…

 Zaintrygowała mnie nazwa sklepu. Przyszło mi na myśl, czy aby jego właściciel, nazywając swój biznes „Jak za Gierka” nie podpada pod paragraf o propagandzie systemów totalitarnych? Wszak Edward Gierek, przez dekadę I sekretarz PZPR i ojciec propagandy sukcesu, jeśli się jeszcze komuś z czymś kojarzy, to na pewno nie powinien kojarzyć się dobrze! Wszak czerwony był, jak arcybiskupia sutanna! A tu masz, ludziska, zamiast spluwać na samo wspomnienie Gierka, a wierzący, niegdyś członkowie PZPR nawet krzyżem leżeć, by przeprosić Pana Boga i Wszystkich Prawdziwych Polaków za swój błąd, to po prostu nic sobie z tego nie robią! I nawet (bezwstydnicy!), wolą odwiedzać sklep pod jego imieniem uczyniony, bo im (obłudnikom!) kaszanka, ozorkowy i polędwica sopocka z obrzydliwej opoki lepiej się kojarzą, niż wyroby jak najbardziej narodowego, kapitalistycznego producenta!

Gdy sobie tak kombinowałem, wrócił mój pasażer. Wrzucił do auta jakiś pakulec i mówiąc: „Kupię coś na przegryzkę”, poleciał do sklepu „Jak za Gierka”. Gdy wrócił ze sporą torbą, „nasiadłem” na niego zarzucając mu kryptokomunizm i zaprzaństwo. Spojrzał na mnie dziwnie, ułamał spory kawał kiełbasy pokrytej błyszczącą warstewką tłuszczyku, okrutnie pachnącej czosnkiem i olchowym dymem, i rzekł brutalnie: „Wtranżalaj, pogadamy później”. Ale nie pogadaliśmy. Zresztą, o czym?
Było nie było z koleżką znamy najnowszą historię Polski na pamięć i na wyrywki – w końcu uczestniczyliśmy w jej stawaniu się. Dobrze wiemy, jak było za Gierka – a było bardzo różnie, tylko co to znaczy dziś? Obie epoki łączy to, że tak jak wtedy biuletyny ROBCiO ROPCiO, tak dziś dobrą wędlinę można dostać tylko pod zaufanymi adresami.
Boxer

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama