Lucjan Strus to dziś siwy staruszek z trudem poruszający się o lasce. Kiedy ktoś zapyta go o księdza Brzóskę, wygląda tak, jakby wstępowała w niego nowa energia. O bohaterze powstania potrafi opowiadać godzinami. Powtarza wspomnienia o księdzu, pielęgnowane w jego rodzinie z pokolenia na pokolenie. Potrafi nie tylko bezbłędnie przekazywać fakty, ale i cytować najciekawsze powiedzonka bohatera. Wiedza pana Lucjana nie jest przypadkowa, to właśnie w domu jego pradziadka ukrywał się bohater powstania styczniowego.
- Dom pradziadka stał tu – pan Lucjan wskazuje na działkę po drugiej stronie ulicy, naprzeciw jego domu. Teraz w tym miejscu stoi pomnik poświęcony pamięci księdza Stanisława - Mój pradziadek nazywał się Bieliński i był sołtysem w tej wsi. Kryjówkę dla księdza urządził między dwiema ścianami w domu. Niestety, zdrajca zawsze się znajdzie i tym razem też się znalazł. Prawdopodobnie Moskalom wydała go łączniczka – opowiada Lucjan Strus. Według Lucjana Strusa, w dniu, kiedy ksiądz został aresztowany, żołnierze carscy dwukrotnie przyjechali do wsi. – Najpierw wypytywali ludzi, jakby w ślepo. Niczego się nie dowiedzieli, więc zawrócili w stronę Sokołowa. Niedługo wrócili i wpadli od razu do domu mojego pradziadka. Zaczęli opukiwać, obstukiwać ściany i znaleźli kryjówkę. Ksiądz wyszedł z niej sam, zdążył jeszcze spalić swoje papiery. Kiedy Moskale czekali na niego na podwórku, tam już gromadzili się ludzie. Moja prababka trzymała wtedy moją babkę na rękach. Ksiądz podszedł do nich i na pożegnanie powiedział: „Ty dziecko, jeszcze wolnej Polski doczekasz”. Ksiądz był prorokiem. Babka doczekała wyzwolenia – opowiada pan Lucjan.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!