Dwie paczki jaśminowej herbaty i stosowne zasoby smooth jazzu. W rezerwie żelazny zestaw: Sting i Eva Casssidy plus trzy porcje fado. W ogóle muzyka, dużo muzyki. Czy to wystarczy na tę jesień? Przedwczesną, więc zapewne długą…
Pogoda butelkowa, więc nie zapominajmy o pryncypiach - piwniczce i biblioteczce. Ewentualne ubytki należy uzupełnić w trybie natychmiastowym, efekty zaniedbań mogą być dotkliwe. Plan lektur według porządku. Zaczynamy od młodych, cierpkich jak beaujolais nouveau, nowości (Paweł Huelle: „Opowieści chłodnego morza”, Salmana Rushdie: „Czarodziejka z Florencji”), a potem posuwamy się rocznikami w tył, aż po „Czarodziejską górę”, ulubioną z książek nieprzeczytanych. W nagłej potrzebie – wypad do „Czułego barbarzyńcy”. Tam zasiąść w fotelu obok regału, w połowie rozdziału podnosić wzrok, przez mokrą szybę patrzeć z wysoka, jak ulica Dobra kropla po kropli zatapia się w nieistnieniu, boskim nieistnieniu. Z najwyższymi czynnikami trzeba zawczasu uzgodnić harmonogram wieczornych projekcji. Gdyński festiwal filmowy zakończony. Można lecieć standardowo, zgodnie z werdyktem: „Mała Moskwa” Waldemara Krzystka, „33 sceny z życia” Małgorzaty Szumowskiej, „Jeszcze nie wieczór” Jacka Bławuta… Może Woody Allen albo Almodovar coś dorzucą, zapełniając swoimi niedorzecznymi intrygami jeden lub dwa wieczory? Taką sobie marzę tę nadchodzącą jesień - cedzoną małymi łyczkami z wielkiej, kolorowej szklanki. Pogodnie, bez pośpiechu: tu listek żółty, tam spadły na chodniku kasztan. Zaczynają chorowite kasztanowce, po nich jesiony, te przy głównej ulicy. A potem już zleci. Jesienniejemy na całego. Pewnego dnia, ani się obejrzymy, brzoza za oknem stanie się żółta jak smukły kieliszek soku pomarańczowego. Tak sobie fantazjuję, choć wiem, jak będzie. Długie noce będą za krótkie, poranki mgliste, drogi śliskie, dnie pochmurne, addio pomidory i w ogóle - zakichana jesień. Co miało być, już się wydarzyło: poranny widok z piętra żeglarskiej stanicy na jesienniejącą Solinę, październikowa wspinaczka na Cergową, pieczone ziemniaki z wrześniowego ogniska, przy lesie, trochę w bok od szosy głównej. Limit jesiennych cudów został wyczerpany, już się nie zdarzają. Teraz można tylko przerabiać przeszłe. Na przykład wiersze Reinera Kunze - z prawie wiosennych na lekko jesienne: Ptaki, pocztyliony, kiedy odlatujecie, przychodzi list z mglistym stemplem, jego znaczki opadają, jego tekst brzmi: nic nie trwa wiecznie. Dariusz KuziakChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!