Reklama

Jeszcze poczekajmy, jeszcze się nie śpieszmy

04/05/2010 10:06

Klimat w kraju taki, że ani świńskiego ryja pokazać, ani małpki na trotuarze wychylić, ani gumowym fallusem pomachać. No, katastrofa po prostu.

Jak sobie człowiek wyrobił markę i nazwisko na podobnie błyskotliwych przedsięwzięciach, teraz nie ma się co wygłupiać, wbijać się w garnitur męża stanu i zatroskane oblicze prezentować. Trzeba przeczekać.
Kogo mam na myśli? Kto z powagą tak definitywnie się rozminął, że w ostatnich żałobnych tygodniach zupełnie z widowni musiał zniknąć? Przecież już zgadliście. Naszego wybrańca - chciałem napisać: zza miedzy, ale nie zza miedzy nawet - swojaka po prostu miałem na myśli; wytrawnego homo ludens, niemałą popularnością cieszącego się jak kraj długi i szeroki. Nazwiska z premedytacją nie wymieniam.
Idę o zakład, że i tak niedługo go zobaczycie. Nie ma tak dobrze, żeby na zawsze przepadł. Nie wiem, kiedy wychynie i jak się objawi. Ale że wychynie i objawi się – to pewne. Wróci, zajmie należne mu miejsce i zorganizuje happening, który, podawany z ekranu na ekran, z ust do ust – z hukiem pójdzie w lud. (Oczywiście, w zacnym celu, by zwrócić naszą rozproszoną uwagę na nabrzmiały problem społeczny). Kiedy ten akt nastąpi, będziemy wiedzieli, że ostatecznie rozwiał się dym po żałobnych zniczach, że wróciliśmy definitywnie; jesteśmy na starych śmieciach.
Na razie – lekko jeszcze wstrząśnięci, nieco zmieszani - smakujmy tę niepowrotną, więdnącą chwilę, w której dotarło do nas, że nie wszystko jest błazenadą w beztroskim królestwie public relations. Że trafiają się w życiu rzeczy śmiertelnie poważne, a ten, kto nadmiernie na ludyczność postawi, w razie nagłego nieszczęścia może rozminąć się z istnieniem.
Niełatwo mi to pisać, bo nałogowym felietonistą - czyli błaznem po części - będąc, trudno innych komediantów w czambuł potępiać. Można podpaść pod paragraf o nieuczciwe zwalczanie konkurencji. Ale skoro tęsknota za sztukmistrzem z Lublina chwilowo w narodzie osłabła, apeluję - nie napraszajmy się zbyt mocno o rychły powrót maga.
Trafiła się nam okazja, być może niepowtarzalna, by oddzielić poważne od niepoważnego, niezbędne od tego, bez czego można się obejść, istotne od błahego, stosowne od niestosownego; oddzielić ziarno od plew. Zanim na nowo wpadniemy w świat pozorów, postarajmy się dostrzec różnicę. I zapamiętać.
Jak z kimś wstyd pokazać się na pogrzebie, to wszędzie wstyd się z nim pokazać.
Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama