Reklama

Kto ma rację?

Pani Anna jest oburzona. Twierdzi, że osoba, która strzygła jej psa, pozacinała zwierzę. – Mój york piszczał z bólu – mówi. – Jeszcze nigdy nie widziałam go tak przestraszonego. Miał rany na ciele, a nawet obcięty sutek.

Z kolei pani, która psem się zajmowała, wszystkiemu zaprzecza. – To niemożliwe – mówi. – Nie zrobiłam żadnemu zwierzakowi krzywdy.
Piesek pani Anny ma kilka miesięcy. Po raz pierwszy w swoim życiu miał się udać do psiego fryzjera. Numer do niego pani Anna zdobyła od znajomej. Zadzwoniła i umówiła się na wizytę. Gabinet znajdował się w prywatnym domu, nie było tam tabliczki. – Pani przez telefon  instruowała mnie, jak dojechać – mówi.
Spotkały się w sobotnie popołudnie. – Chciałam zostać z psem podczas strzyżenia i zdziwiło mnie, że jest to niemożliwe – opowiada siedlczanka. – Zostawiłam więc psa i wróciłam półtorej godziny później.
Kobieta mówi, że dopiero po przyjeździe do domu zobaczyła rany na ciele zwierzęcia. – Pies był w dużym szoku – mówi. – Musiałam mu podawać środki uspokajające, chodził po mieszkaniu i piszczał. 
Następnego dnia podczas głaskania kobieta zauważyła, że pies ma obcięty sutek - zamiast niego jest rana z ropą. – To mnie już strasznie zdenerwowało – mówi pani Anna.
– Zanim zagoiły się rany, zużyłam sporo rivanolu, żeby psu ulżyć w cierpieniach.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości