Nieszczęścia chodzą po ludziach: laptop wpada do wanny, karty SIM ulegają przypadkowemu zniszczeniu. Dokumenty zsuwają się z biurka tak pechowo, że trafiają wprost w zęby niszczarki. Złe gazety mają używanie i drwią z niezłomnych: „Prokuratorowi nadzorującemu sprawę Blidy wpadł do wanny laptop. Do tego nieszczęśliwego wypadku doszło tuż przed odwołaniem go ze stanowiska szefa Prokuratury Okręgowej w Katowicach”. „Ujawniono, że w resorcie sprawiedliwości po Zbigniewie Ziobrze zostały dwa uszkodzone laptopy - samego ministra i jego asystenta z gabinetu politycznego Marcina Romanowskiego. Mają uszkodzone twarde dyski, matryce i obudowy”.
Małodusznie posądzać ministra Zbigniewa Ziobrę i jego współpracowników o to, że wraz ze utratą stanowisk opuściła ich umiejętność obsługi sprzętu elektronicznego, to jak oskarżać Wołodyjowskiego i Ketlinga, że nieostrożnie obchodząc się z ogniem wysadzili w powietrze górny bastion zamku w Kamieńcu Podolskim. O nie, nie myli się mistrz taki…
Gdy w obliczu przeważających sił nieprzyjaciela zapadła decyzja o honorowej kapitulacji, żołnierz ma obowiązek uszkodzić własny oręż. Oczywiście tylko wówczas, jeśli wcześniej nie zdąży go ukryć. Wrogowi zdać należy tylko złamaną szablę, zagwożdżoną armatę i pustą ładownicę. Pancerz trzeba przedziurawić, kable telefoniczne przegryźć, żelazną porcję zjeść, a amunicję wysadzić w powietrze. („Biorą go - zginął - o nie, - skoczył w dół, - do lochów! /Dobrze - rzecze Jenerał - nie odda im prochów.”)
Oczywiście, nie można wymagać od naszych bohaterów, by narażali się jak Ordon. Ich życie jeszcze przyda się Ojczyźnie. Choć jak Ordon może się nie narażali, ale narażali się przecież. Bo czyż nie był szafowaniem życiem ten brawurowy nocny konwój ciężarówek z aktami WSI wysłany nocą do Pałacu Prezydenckiego. Siepacze z PO już opanowali MON, a starzy wiarusi pod bokiem Tuskowych hord bezcenne akta WSI wysłali pod bezpieczny adres. Ocalone zostały kwity i jeszcze w wolnej Polsce przydać się mogą. Prawdziwi patrioci potrafią z nich użytek zrobić.
W trudnych terminach żołnierzowi nie wolno opuszczać rąk. Ocalić trzeba to, co jeszcze da się ocalić. Skopiować, co się da skopiować. Zarchiwizować, co nadaje się do zarchiwizowania. Bezcenne dokumenty przekazać w bezpieczne miejsce. Archiwum dywizji, jeśli nie da się ocalić, należy – z żalem w sercu - zniszczyć. Grunt, by nie wpadły w ręce wroga. Sztandar zwinąć i schować (Nigdy: Wyprowadzić!). Jeszcze załopocze. Ducha nie tracić. Lampy nie gasić. Laptop utopić. Pamiętać o szyfrach, ustalić hasła i kontakty. Skupić się przy królu. Nic to, że MON wzięty, że górny Zamek upadł. I z kupy gruzów jeszcze bronić się można.
Dariusz Kuziak
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!