O tym, że przyszło nam mieszkać w mieście razem z… lisami, wiemy od kilku ostatnich lat. Nadal jednak spotkanie oko w oko z tym dzikim ssakiem bywa traumatyczne. Ot, jak choćby ostatnia historia.
- Wracałam z dziećmi z amfiteatru, po koncercie, przez park – opowiada siedlczanka. – I patrzę, a tu coś się w krzakach świeci. Patrzę… a to ślepia lisa! Szczerzył zęby, warczał, a z pyska toczył pianę! Zaczęliśmy krzyczeć i uciekać. Zobaczyliśmy strażników miejskich, którzy przybiegli na pomoc i uratowali nam życie. Chcę im podziękować!Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!