Reklama

Łoś widmo

Dziś o 6 rano kierowcy jadący obwodnicą Siedlec, na odcinku Białki – Żelków, zobaczyli lezącego w rowie łosia. Zwierzę nie mogło się ruszać.

Zsunięte do rowu, miało nogi w górze i potwornie ryczało.Kierowcy zaczęli szukać przez CB Radio możliwości pomocy. Usłyszał to siedlczanin, pan Grzegorz, znany miłośnik zwierząt, współpracujący z Towarzystwem Przyjaciół Zwierząt AMICUS. Towarzystwo natychmiast skontaktowało się z szefem związku łowieckiego Adamem Wróblewskim, a ten wysłał na obwodnicę myśliwego, by ocenił, w jakim stanie jest zwierzę.
Niestety, gdy myśliwy przybył na miejsce… łosia nie było. Wydawało się to nieprawdopodobne, bo wszystko wskazywało na to, że ranny łoś jest sparaliżowany. Po kilkakrotnym objechaniu obwodnicy, myśliwy wrócił do domu.
Adam Wróblewski nie mógł jednak przejść nad tym do porządku dziennego. Pojechał sam na obwodnicę, zostawił samochód i pieszo przeszedł wzdłuż rowu.
- Znalazłem trop – poinformował nas. – Łoś przeszedł do lasu. Musze być ostrożny, bo zwierzę w szoku może być agresywne.
Pół godziny później, łowczy odnalazł łosia.
- Na szczęście nie ma połamanych nóg. Widać, że jest obolały, pokłada się. Nie ma śladów krwi. Będę go obserwował – powiedział nam Adam Wróblewski przez telefon.
Naszemu łowczemu należą się wielkie słowa uznania! Nie dał za wygraną, a łoś widmo okazał się całkiem realnym łosiem. Zważywszy, że w tym czasie padał deszcz, chwilami ulewny, naprawdę robi wrażenie fakt, że łowczy wytropił ranne zwierzę, by upewnić się, czy potrzebuje pomocy. Panie Adamie – dziękujemy! (MZ)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości