Reklama

Miłość wyznana czołgiem

03/09/2008 08:59

W eseju „Wprowadzenie do wariacji” Milan Kundera wspomina inwazję na Czechosłowację w 1968 r. Od rosyjskiego oficera usłyszał wtedy: To wszystko jest wielkim nieporozumieniem. Ale wszystko się ułoży. Musi pan wiedzieć, że my kochamy Czechów. Kochamy was! Krajobraz rozjechany przez tysiące czołgów, przyszłość kraju przesądzona na wieki, czescy mężowie stanu aresztowani i wywiezieni, a oficer wojsk okupacyjnych składa wam miłosną deklarację – opisuje Kundera. Wszyscy przemawiali mniej więcej jak on: ich postawa nie wynikała z sadystycznej przyjemności gwałciciela, lecz z innego archetypu: miłości zranionej: dlaczego Czesi (tak bardzo ich kochamy!) nie chcą żyć z nami w ten sam sposób?

Jaka szkoda, że musieliśmy posłużyć się czołgami, by nauczyć ich, czym jest miłość! Dwa tygodnie temu napisałem o smoku. Na ulicy spotkał mnie znajomy: - Co ty się tak z tą Rosją kamuflujesz, w metafory bawisz? Z nimi trzeba prosto z mostu, jak prezydent w Tbilisi. Nie bój się, dalej niż na Sybir nie ześlą! – pocieszył i klepnął po ramieniu. Miał rację. Dzisiaj więc otwartym tekstem, stąd ten cytat z Kundery na początek. Biedna Rosja znowu musiała posłużyć się czołgami, by nauczyć sąsiadów, czym jest miłość. Jak w Budapeszcie w 1956, Pradze - w 1968 (Przebacz mi, smutna Bratysławo, Hradcu Kralowy, Zlata Praho za śmierć jaskółki tamtej wiosny i polskie tanki nad Wełtawą - przepraszał za polski udział w tej interwencji pieśniarz Andrzej Garczarek. Przeprosin od generała Jaruzelskiego jakoś nie słyszałem), a później w Kabulu, Wilnie, Groznym czy w Gori. Co do prezydenta Lecha Kaczyńskiego - także pełna zgoda. Nie zawsze wielbię jego działania. Może nawet częściej krytykuję niż pochwalam. Ale w Tbilisi zachował się jak należy. Dla tej jednej chwili – gdy przemawiał na gruzińskim wiecu, mając za plecami pięciu innych prezydentów - warto było na niego głosować. Tak spełniło się to, o co prawie dwadzieścia lat temu modlił się w swojej litanii Leszek Wójtowicz: Chcę tylko domu w twoich granicach bez lokatorów stukających w ściany, gdy ktoś chce trochę głośniej zaśpiewać o sprawach, które wszyscy znamy. Świat oczywiście nie jest idealny. A skoro tak, to nie ma powodu, by bawić się w arbitra elegantiarum. Nie bawmy się w arbitrów elegancji i nie szukajmy fałszywych symetrii. Świat pełen jest niewyrównanych rachunków, ale jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, i takie, a nie inne, są nasze historyczne doświadczenia. Mieszkamy nad Wisłą. Nie jesteśmy Indianami zgniecionymi przez amerykański imperializm. Nie do Teksasu jechały kibitki z zesłańcami, nie na Alasce były łagry. Generał, który urządził rzeź Pragi, nazywał się Suworow, nie Eisenhower. Jeśli bomby będą spadać na Moskwę czy Smoleńsk, będziemy współczuć i wysyłać pomoc. Jeśli spadają na Gori i Tbilisi, nie mówmy, że Gruzini sami są sobie winni, a Rosja miała prawo. Rosjanie oczywiście cenią sobie bezinteresownych przyjaciół, którzy gotowi są całkiem gratis usprawiedliwić wszystko, co ci robią. Bardzo ich sobie cenią. Nazywają pożytecznymi idiotami. Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości