Jeśli idzie o epokowe wynalazki techniczne, to w moim dzieciństwie znałem głównie koło. Widziałem je na co dzień w rowerach, motocyklach oraz sporadycznie przyjeżdżających na moją ulicę samochodach i traktorach. Dużo większą wiedzę miałem o nowinkach technologicznych; mając sześć lat widziałem telefon, nie obce mi było radio, zachwycałem się mechanicznym arytmometrem pana Stankiewicza, księgowego, pomagającego memu ojcu w prowadzeniu buchalterii. I tyle. Oczywiście, były wokół mnie i inne dziejowe odkrycia ludzkości, jak prąd elektryczny, ale jakoś mniej zaprzątały moją uwagę. Potęgę ukrytą w czarnym ebonitowym gniazdku znajdującym się w ścianie mego pokoju odkryłem, gdy (naśladując rodziców) wsadziłem do niego kabel z wtyczką na jednym końcu i „niczym” na drugim. Ledwie to uczyniłem, splecione „nic” błysnęło potężnie, coś huknęło w sieni, a w całym domu zrobiło się ciemno i cicho. Zwarcie zrobiły niezaizolowane druty przewodu odciętego od prodiża...
Wspominam o prądzie, to wypada napomknąć o parze. Tego, co może i jaką ma siłę, doświadczyłem w drugiej klasie podstawówki, gdy pierwszy raz na siedleckim dworcu PKP wsiadłem do pociągu nie byle jakiego, ale jadącego aż do Kosowa Lackiego. Jakaż to była frajda! Niebawem przeżyłem kolejne znaczące spotkania z techniką: jako dziesięciolatek pierwszy raz w Mińsku Mazowieckim przesiadłem się z pociągu ciągnionego przez parowóz do pociągu elektrycznego, którego istnienia nawet nie przeczuwałem, zaś po dojechaniu do stolicy ujrzałem pierwszy raz w życiu „na żywo” znane mi dotąd z obrazków tramwaj i Pałac Kultury. Oj, miałem o czym opowiadać kolegom, którzy jeszcze nie posmakowali wielkiego świata i cudów techniki! A co do obrazków, to znałem ich dwa rodzaje: nieruchome w książkach i ruchome, oglądane podczas tzw. poranków w kinie „Sojusz”. Namiastką kina był rzutnik, który podarował mi dziadek. Urządzenie to pozwalało oglądać w powiększeniu (na ścianie lub suficie) kolorowe obrazki opowiadające treść popularnych książek.
Przeżyłem szok, gdy zaproszony przez kolegę dokładnie w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia roku 1968 zobaczyłem odbiornik telewizyjny i doświadczyłem magii telewizji. Pierwszym filmem, jaki wtedy obejrzałem, były przygody Myszki Miki (oczywiście w czerni, bieli i szarościach). Takie refleksje przyszły do mnie, gdy przyglądałem się kilkulatkowi, który podróżował pociągiem elektrycznym na trasie Siedlce – Warszawa zupełnie obojętnym na ten fakt. Być może dlatego, że oglądał kolorową kreskówkę na monitorze swojego telefonu komórkowego. Od mojej pierwszej podróży pociągiem i obejrzenia pierwszego filmu w telewizji minęło mniej niż pół wieku… Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!