Wybiegli z domu tak jak stali: rodzice z bosą córką na rękach. Dwóch synów na szczęście w domu wtedy nie było. Pani Krystyna próbowała ratować chociaż dokumenty. Nie uratowała. Skończyło się na zszywanej ręce i nadpalonych włosach. Pięcioosobowa rodzina Trelów z Woli Rowskiej w gminie Łaskarzew w ciągu kilkudziesięciu minut straciła dorobek swojego życia. Teraz nie mają gdzie mieszkać. Liczą na ludzką pomoc.
Dramat tej rodziny rozegrał się w poniedziałek, 14 marca. W telewizji rozpoczynały się „Wiadomości” o 19.30. Sylwia, uczennica IV klasy szkoły podstawowej, właśnie wyłączyła komputer. Była już ubrana w piżamę i przygotowana do spania. Nagle w domu zgasło światło. – Myślałam, że to awaria – opowiada Krystyna Trela. – Poszłam więc sprawdzić. Gdy kobieta otworzyła drzwi do kuchni, buchnął ogień. – Krzyknęłam tylko do męża „palimy się” – dodaje. Ten wziął córkę i wszyscy wybiegli na podwórko. Telefony zostały w domu, nie mieli jak wezwać pomocy. Trelowie mieszkają na uboczu, więc i do sąsiada kawałek drogi. Pan Zbigniew tam pobiegł i zadzwonił po straż. Pani Krystyna, widząc palący się dom, chciała jeszcze ratować pieniądze i torebkę z dokumentami. Wybiła szybę, ale do środka już nie weszła, odciągnął ją mąż. Skończyło się na zranionej ręce i nadpalonych: włosach, rzęsach i brwiach. Na miejscu najpierw pojawili się strażacy ochotnicy z okolicznych jednostek, później zawodowi. Ogień jednak szybko strawił drewniany dom. Trelowie nie zdołali uratować dosłownie niczego. Prawdopodobna przyczyna pożaru – zwarcie instalacji elektrycznej.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!