Reklama

Ofiara na zawsze...

Dramatyczne zdarzenia, jakie miały miejsce w Przyworach Dużych w gm. Domanice, ciągle jeszcze nie doczekały się ostatecznego wyjaśnienia.

Krążą o nich różne plotki domysły. Okoliczni mieszkańcy snują domysły. Co też stanie się z ich wójtem? Okaże się, że nie jest niczemu winien i z narażeniem życia ratował swego pracownika? A może jednak zostanie ukarany za to, że nie dopełnił swoich obowiązków czy też dopuścił się zaniedbań? Bez względu na to, jakie będą ostateczne rozstrzygnięcia, wójt i tak pozostanie ofiarą tego dramatu...
Na razie sprawa toczy się w Prokuraturze Rejonowej w Siedlcach. Jest już znacznie bliżej ostatecznego wyjaśnienia, ale trzeba jeszcze trochę poczekać na niektóre ekspertyzy. Dla niektórych będą to zapewne bardzo nerwowe dni.
Przypomnijmy, że w Przyworach Dużych, podczas usuwania awarii w przepompowni ścieków (ulokowanej w studzience kanalizacyjnej o głębokości około 5 metrów), doszło do tragicznego wypadku. W jego wyniku zginął pracownik gospodarczy Urzędu Gminy w Domanicach. Wójt gminy Domanice, który także uczestniczył w usuwaniu awarii, został uratowany dosłownie w ostatniej chwili. Przypadkowi mieszkańcy wyciągnęli go nieprzytomnego ze studzienki zalanej pod sam wierzch ściekami. Po pobycie w szpitalu wójt powrócił do zdrowia. Pozostała jednak kwestia jego udziału, czy też ewentualnej odpowiedzialności za całe zdarzenie.
Sprawę relacjonowaliśmy na bieżąco. Opinie były wówczas krańcowo różne. Jedni uważali, że wójt nie powinien pozwolić na pracę w tak niebezpiecznych warunkach. Inni nie widzieli żadnej winy wójta, traktując jego postawę jako wręcz bohaterską. Nie o postawy i odczucia  tu jednak chodzi. Teraz najważniejsze jest ustalenie faktów i ewentualnego wskazania winnych tragedii.
Dotarliśmy do bezpośrednich świadków, a właściwie do uczestników zdarzenia, którzy przekazali pewne, istotne informacje.
- Na dnie studzienki są zamontowane dwie pompy, są kable elektryczne – mówi uczestnik akcji ratunkowej, Dariusz Cisak. – Myślę, że pracownik, który zszedł na dół, został porażony prądem. Potem zalały go ścieki. Musiało tam być jakieś przebicie czy zwarcie, a tam są przecież żeliwne rury, na których stał mężczyzna.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości