Reklama

Pierwszy numer

05/05/2009 15:14

Pierwszy numer „Gazety Wyborczej” kupiłem 8 maja 1989 roku w siedleckim kiosku na rogu ul. 3 Maja, nieopodal akademika. Ze zdziwieniem dowiaduję się dzisiaj, że był to poniedziałek. Gdybym nie sprawdził, zgadywałbym, że raczej piątek lub sobota. Jaki miałem powód, by w poniedziałek – mając przed sobą cały tydzień uniwersyteckich zajęć – wracać do Siedlec?

Pamiętam, że najpierw starałem się kupić „Wyborczą” w Warszawie. Pierwszy numer legalnego dziennika z Lechem Wałęsą na pierwszej stronie i hasłem „Nie ma wolności bez Solidarności” – to była rzecz warta zachodu. Biegałem po Krakowskim Przedmieściu i Nowym Świecie, ale „Wyborczej” w całej stolicy już nie było. Czy wsiadłem w pociąg do Siedlec tylko po to, by nabyć egzemplarz gazety? Wydaje się to niewiarygodne, ale niewykluczone, że tak właśnie było. W Siedlcach „Wyborczą” dostałem w pierwszym kiosku. Pierwszy po wyjściu z dworca kiosk to właśnie ten pod akademikiem wśród starych topól. Choć czy topole, zasłaniające od strony ulicy budynek akademika, wtedy jeszcze tam rosły – nie pamiętam. Może wycięto je parę lat wcześniej lub trochę później. Dzisiaj w każdym razie nie ma po nich śladu. Jedyną pozostałością po kiosku jest stercząca z ziemi rura z zardzewiałą skrzynką, resztki instalacji, która dwadzieścia lat temu zasilała drewnianą budę kiosku w elektryczność. Za pierwszy numer „Gazety” zapłaciłem – nie żebym pamiętał, sprawdziłem w Internecie - 50 złotych; dla jasności należy dodać - starych złotych. Do głowy mi nie przyszło, że kładę w ten sposób podwaliny pod medialne imperium Agory. Sądziłem, raczej, że wspieram sprawę, dobrą, choć zapewne straceńczą. W 1981 roku tak zbierałem „Tygodnik Solidarność”, a gdy przestał się ukazywać, przez lata przechowywałem archiwalne numery. Od maja 1989 roku - o bezcenny kapitale zaufania i entuzjazmu codziennych czytelników! - czytałem i zbierałem „Wyborczą”. Skończyłem, kiedy spiętrzona sterta gazet przestała mieścić się pod stołem. Przez długie lata wydawało się, że bez codziennej lektury „Wyborczej” nie ma życia. I rzeczywiście, informacyjnego i publicystycznego życia bez niej nie było. Nawet wtedy, gdy dowiedziałem się, że Czesław Kiszczak jest patriotą i człowiekiem honoru, od generała Jaruzelskiego należy się odpieprzyć, a Pan Cogito ma kłopoty z demokracją. Lew Rywin nie przyszedł jeszcze do Adama Michnika, a o Katmanie-Maleszce nikt nie słyszał. Potem nastały zupełnie inne czasy. 8 maja 1989 roku kupiłem w siedleckim kiosku przy akademiku pierwszy numer „Gazety Wyborczej”. Nie czynię sobie z tego powodu wyrzutów. Margines pierwszej strony pisma opieczętowano nazwiskami kandydatów Komitetu Obywatelskiego do parlamentu: Gabriel Janowski, Tadeusz Kłopotowski, Krzysztof Szymański. Zwycięstwo było za progiem. Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości