Czym jest prezydent bez samolotu? Dokładnie nie wiadomo, ale - sądząc z nerwowych reakcji Lecha Kaczyńskiego - chyba nikim ważnym. Głowa Państwa zasadnie domagała się podstawienia samolotu do Brukseli. Prezydent bez samolotu nie wygląda poważnie. Samolot dla prezydenta to nie jest żadna fanaberia, ale narzędzie pracy dyplomatycznej. I słusznie mu się należy. Psu micha, chłopu ziemia, grającemu harmonia, prezydentowi - samolot.
Nie po to człowiek zdobywa poparcie narodu i zostaje prezydentem, żeby nie mógł sobie polatać, kiedy ma ochotę. Mieć naród za sobą, połowę narodu choćby, a nie mieć samolotu? Co za tragedia! Mieć samolot, a nie mieć pilota? Bo zachorował. Nie móc wpływać na losy Europy z powodu przeziębienia personelu lotniczego? Proszę nie robić sobie żartów. Być prezydentem dużego kraju w środku kontynentu i nie móc znaleźć nikogo, kto człowieka samolotem podrzuci? Benzyny do baku naleje? Na pas startowy wykołuje? W demokracji - miło popatrzeć - najwyższa nawet władza musi poznać swoje ograniczenia. Być prezydentem nie znaczy być wszechmogącym. Żeby sobie polatać, trzeba być pilotem. Nie masz, chłopie, pilota - nie polecisz. Choćbyś prezydentem był - nie polecisz. Piszę te rozważania w ciemno, bo nie mam pojęcia, jak skończy się awantura, która rozgrzewała telewizory w czasie ostatniego weekendu. Może w ostatniej chwili premier i prezydent zaprzestaną jazdy po bandzie i zejdą z kolizyjnego kursu. Niewykluczone. Mogą przecież szczytować w Brukseli jednocześnie. To nawet lepiej, gdy dyplomacja ma, jak samolot, dwa skrzydła - prezydenckie i premierowskie. Czy nie zawadziłoby pomyśleć o stateczniku? Jakkolwiek by się jednak ta wystudiowana pyskówka skończyła, niezłomnie wierzę w prezydenta. Prezydent poleci na pewno. Jak? Nie wiem. Ale poleci bezapelacyjnie. Prezydenckim autostopem? Wprosi się na pokład do zaprzyjaźnionego prezydenta? Zapisze się na objazdową wycieczkę po Belgii i Holandii? Skorzysta z Centrum Przejazdów Okazyjnych „Na łebka”? Poleci! Prezydent, nawet pozbawiony pilota, ma mnóstwo sposobności. Zatroskani przedstawiciele rządu nawet nieśmiało mu je sugerują. Istnieją przecież w Polsce liczne biura podróży i agencje linii lotniczych. Można obniżyć prezydencką rangę, podszyć się pod szarego obywatela, podejść do okienka i uśmiechnąć się rozbrajająco, jak tylko nasz prezydent potrafi: „Jeden powrotny do Brukseli na środę poproszę”. Popularność prezydenta, z nieznanych powodów, nie jest wielka. Ale czy naprawdę nie ma w kraju nikogo, kto sprzedałby mu bilet? A bilet w jedną stronę? Dariusz KuziakChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!