W parku przy dworze w Paplinie bobry wycięły w ostatnich latach 205 drzew. Być może nawet trochę więcej. Wykaz szkód nigdy nie jest pełny. Jesienią niemal każdego dnia przybywa pogryzionych pni.
- Już nie daję sobie z nimi rady - mówi o bobrach Janina Toczyłowska, właścicielka dworu w Paplinie. Gryzonie nic nie robią sobie z zabezpieczeń. Nie pomagają ani druciany płot od strony rzeki, ani metalowa siatka, którą owinięto drzewa. Z zabezpieczeniem na mniejszych drzewkach bobry radzą sobie znakomicie. Przesuwają zbyt luźną siatkę i ogryzają drzewka. Siatka pomaga tylko o tyle, że bobry nie potrafią wyciągnąć z niej drzewka. Obgryzają wtedy tylko większe gałązki. Ale drzewo jest już martwe.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!