Z kogo Polacy mogą być dumni? „Szukaliśmy (ze studentami - przyp. DK) takich nazwisk, wynalazków i okazało się, że oprócz Kopernika, Marii Curie-Skłodowskiej i Chopina na dobrą sprawę ich nie ma” - przyznaje dr Cezary Kalita w rozmowie z Kingą Ochnio („Echo Katolickie” 45/2007).
Można powiedzieć - krótka lista. I krótka piłka. Nawet jeśli poszerzyć listę narodowej dumy o Jana Pawła II, niewiele to zmieni. Jeśli uświadomimy sobie, że ojciec Fryderyka Chopina był spolonizowanym Francuzem, a sam kompozytor opuścił Polskę na zawsze, nim skończył lat 20, że do Kopernika przyznają się też Niemcy (nic dziwnego, bo matka była z rodziny Watzenrode, a swoje rewolucyjne dzieło astronom opublikował w Norymberdze), że Maria Skłodowska, jak pojechała studiować na Sorbonie, to już do kraju nie wróciła, że Karol Wojtyła został Janem Pawłem II i resztę życia spędził w Watykanie, a nie w Krakowie… Jeśli to wszystko weźmie się i skrupulatnie rozpatrzy, widać wyraźnie, że Polak, z którego możemy być dumni, nie jest Polakiem, którego wielkość poznaliśmy w Polsce. Wielkość Polaka poznaje się w sytuacji granicznej, Polak sprawdza się na krawędzi. Polaka, który całe życie w domu siedział, rodacy za nic mają. A nawet jeśli nie za nic, to nie poważają na tyle, by go uznać za powód do narodowej chwały. Jest w tym pokrętna logika. Bo skąd wiadomo, że Polak wielki, skoro nie sprawdzony na międzynarodowym rynku? Skąd nam wiedzieć, czy wielki, jeśli z obcokrajowcami nie został porównany? Ktoś, kto między nami całe życie siedział, nie tak wielki widocznie. Gdyby był wielki, to by nad Wisłą nie zaległ, ale po świecie latał. Aby poznać wagę bohatera, trzeba go zważyć na międzynarodowej wadze. Liga krajowa to zawsze liga podrzędna. Ci, którzy trudnili się na własnym podwórku, mniejsze mają znaczenie. Kazimierz Wielki, Piłsudski, Wałęsa? Nad Wisłą w większości siedzieli, swojskimi trudnili się zajęciami, jaki z nich powód do dumy? Mistrz krajowy to zawsze tylko mistrz krajowy. Nas interesują konkurencje i zwycięstwa międzynarodowe. Możesz sobie, ile chcesz jeździć po krajowych drogach. Ale dopiero, kiedy spaliny z twojego bolidu powąchają zostawieni za plecami obcokrajowcy, będziesz wielki - jak Robert Kubica. „Czy trzeba wyjechać do Petersburga i Odessy, a potem do Paryża, a potem do Rzymu, żeby napisać III część „Dziadów” i „Pana Tadeusza”, a więc żeby stać się Adamem Mickiewiczem?” - pytał w „Żmucie” Jarosław Marek Rymkiewicz. Może trzeba, może nie trzeba… Jeśli jednak chcesz, wieszczu Adamie, by Polacy byli z ciebie dumni, nie masz wyjścia - musisz wyjechać. Wtedy i zawsze. Dariusz KuziakChcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!