Miała odwagę zmienić swoje życie. Robi, to co lubi, a jej Galeria i Pracownia AZ stała się miejscem wywierającym wpływ na artystyczne życie miasta. Inspiruje innych i daje przykład, że warto coś zrobić dla siebie.
Mówi się o Tobie: kobieta, która miała odwagę zmienić swoje życie. Na studia artystyczne poszłaś w wieku 40+...
- Wcześniej moje życie w dużej mierze było podporządkowane rodzinie oraz prowadzeniu firmy, co pochłaniało ogrom czasu i energii. Potrzeby innych były ważniejsze niż moje własne. Myślę, że kobiet, które w pewnym momencie decydują się zawalczyć o siebie i swoją samorealizację, jest więcej.
To rzeczywiście wymagało odwagi?
- Tak, studiowanie wśród młodych ludzi było wyzwaniem. Byłam jedną z nielicznych osób po czterdziestce na roku. W pewnym sensie zrobiłam to wbrew opiniom otoczenia, ale czułam, że muszę być w tym wyborze wierna sobie. Przyszła potrzeba zatrzymania się i dania sobie szansy na realizację marzeń, które przez lata odkładałam na później. Zdecydowałam, że spróbuję, pójdę na studia.
Dużo uwagi poświęcasz twórczości kobiet i ich miejscu w sztuce. Mają trudniej niż mężczyźni?
- Niemal wszystkie moje wystawy dotyczyły kobiety i jej emocji. Rozmowy o tym nigdy nie jest za dużo. Przez lata kobiety w sztuce miały zdecydowanie trudniej. I przez pokolenia były wychowywane w duchu ustępliwości, skromności i opiekuńczości, często kosztem własnych ambicji i potrzeb. Uczono je, by nie wychylać się, nie „rozpychać łokciami”, liczyć na to, że ktoś je dostrzeże. Dziś widać wyraźną zmianę, zwłaszcza w młodym pokoleniu. Kobiety są coraz bardziej świadome siebie i swoich możliwości. Odważniej zabierają głos, stawiają na niezależność i nie boją się sukcesu. Oczywiście, pewne schematy wciąż jeszcze pokutują, ale proces zmiany jest widoczny i nieodwracalny.
Czy pamiętasz przełomowe momenty w swoim życiu – jakie były, jak cię kształtowały?
- Wychowywałam się na wsi, do dziś noszę w sobie obrazy, kolory oraz atmosferę tamtego czasu. Ściana domu, na której rysowałam kredą, zamalowywanie przestrzeni pomiędzy szpaltami w gazetach (za co była bura od Taty), ocieplanie okien starymi numerami „Świerszczyka” (po jednym sezonie zimowym znałam go na pamięć)... To uruchomiało wrażliwość na obraz i potrzebę tworzenia. Kolejnym przełomem były podróże. Otworzyły mnie na świat i sztukę w szerszym wymiarze. Zwiedzanie muzeów – w Paryżu, Florencji, Rzymie czy w Hiszpanii – było doświadczeniem intensywnym. Spotkania ze sztuką, z innymi ludźmi i kulturami zawsze poszerza horyzonty.
Skąd pomysł na stworzenie Galerii i Pracowni AZ?
- Galeria AZ zrodziła się z realnej potrzeby nowej przestrzeni na mapie artystycznej Siedlec. W mieście funkcjonuje kilka galerii, ale brakowało miejsca otwartego na młodych artystów i sztukę współczesną, która bywa zaskakująca, odważna, wprowadza nowe style i narracje. Wielu twórców nie miało możliwości zaprezentowania swoich prac ze względu na długie terminy, ograniczoną przestrzeń czy dość zamknięte formuły wystawiennicze.
Spodziewałaś się takiego sukcesu?
- Jeśli moja galeria wniosła trochę świeżości i ożywiła lokalne życie artystyczne, to odbieram to jako ogromną wartość. Jeden z moich profesorów często podkreślał, że poziom i potencjał kulturalny miasta można ocenić po tym, czy działają w nim prywatne galerie sztuki, wzmacniające jego wizerunek i podnoszące prestiż. Jako siedlczanka jestem emocjonalnie związana z tym miejscem, dlatego cieszy mnie, że galeria funkcjonuje właśnie tutaj i przyciąga osoby autentycznie zainteresowane sztuką.

Siedlczanie kupują obrazy, interesują się i inwestują w sztukę współczesną?
- Zdecydowanie tak. Coraz więcej osób zaczyna doceniać sztukę współczesną i inwestować w rzeczy unikatowe, nie masowe. Widać rosnącą potrzebę otaczania się przedmiotami, które mają znaczenie, historię i emocjonalną wartość. Coraz częściej kupujemy obrazy nie tylko w celach inwestycyjnych, ale przede wszystkim z wewnętrznej potrzeby obcowania ze sztuką, z potrzeby serca. Moi odbiorcy właśnie w ten sposób wybierają prace: dlatego, że coś ich porusza, zatrzymuje, że chcą na to patrzeć każdego dnia. To pokazuje, że świadomość artystyczna rośnie i że sztuka staje się ważnym elementem codziennego życia. Ten proces już się rozpoczął i myślę, że będzie się tylko umacniał.
Jak wybierasz artystów do galerii?
- W dużej mierze kieruję się intuicją. Lubię, gdy artysta i jego twórczość potrafią mnie zaskoczyć formalnie, emocjonalnie albo poprzez sposób opowiadania o świecie. Zależy mi na pracach, które wywołują emocje, skłaniają do refleksji i stają się punktem wyjścia do rozmów. Galeria ma być miejscem dialogu, a nie tylko ekspozycją obrazów. Ważne jest dla mnie pierwsze intuicyjne „kliknięcie” między mną a twórczością artysty. Dziś, po dwóch latach działalności i dwunastu zorganizowanych wystawach, czuję ogromną satysfakcję i poczucie spełnienia. I lubię to, co robię.
W Twoich obrazach kłębią się emocje, podteksty, niedomówienia. A na co dzień sprawiasz wrażenie bardzo stonowanej.
- Lubię, kiedy obrazy nie są oczywiste, kiedy skrywają tajemnicę, intrygują i zmuszają do zatrzymania się, do własnych interpretacji. Celowo nie wszystko nazywam wprost. Emocje łatwiej jest „wymalować” niż wypowiedzieć na głos, dlatego moje prace są w dużej mierze zapisem tego, co dzieje się we mnie, choć na zewnątrz jestem opanowana, spokojna. Moja profesorka mówiła: jeśli coś „nie gra w duszy”, to poprzez sztukę powinno znaleźć ujście. n
Więc jaka jest Anna Zawalich?
- Otwarta na ludzi, spontaniczna, pracowita i bezinteresowna. Reszta niech pozostanie tajemnicą, tak jak w moich obrazach.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!