Dobrze znam tę trasę. Skład „Inter City” jadącego na trasie Kraków-Warszawa ma góra siedem wagonów. Ponad sto miejsc w każdym. Tamtej soboty tłoku nie było. Sprzedano nieco ponad dwieście miejscówek. Wielu podróżnych po zajęciu miejsca w przedziale wyciągnęło coś do czytania, niektórzy rozłożyli laptopy, a bardziej zmęczeni mościli się do drzemki. Myślami byli na stacji docelowej. Planowali, co będą robić w domu, cieszyli się na myśl o niedzielnym wypoczynku. A może byli już w poniedziałku – albo i dalej? Ten i ów dzwonił do przyjaciół i bliskich, by jednych powiadomić, że już jest w wagonie, innym zaś zapowiedzieć, żeby za trzy godziny ktoś z domowników przygotował małą przekąskę albo podjechał na dworzec...
Gdy pociąg ruszał, wielu spojrzało na zegarek, by sprawdzić rokowania na podróż; dojadą punktualnie, bo punktualnie ruszyli? Szum pędzącego pociągu jednych usypia, innych skłania (bo jest wreszcie czas!) do przemyśleń o sprawach czekających na załatwienie. Ustawienia ich w ścisłym porządku, obmyślenia technik załatwiania, czasem wytypowania ludzi, którzy pomóc mogą (ewentualnie) lub tych, bez pomocy których zamysł się nie uda. Czy któryś z ponad dwustu pasażerów pomyślał o tym, że „programowanie” życia jest nierealne? Zbędne. Ci, co Opatrzności powierzyli siebie na czas podróży, pewnie sądzili, że skoro dzięki Bożej opiece nic złego nie spotkało ich w każdej innej podróży, to dlaczego mieliby nie przeżyć szczęśliwie i tej... Jeśli przeżyli… Szesnaście osób zginęło...
Za szczęśliwców uważają się ranni, błogosławiąc Wszechmocnego, że to jeszcze nie była ta chwila… Nie tym razem... I znajdują racjonalne wytłumaczenie tej łaski: dobre życie, bo mają małe dzieci, bo są jeszcze młodzi, bo mają coś bardzo ważnego do wykonania, bo są komuś bardzo potrzebni… A dobry Pan Bóg – jak być może myślą – w swej łaskawości uwzględnił te racje i ocalił ich… Ale czy z tego wynika, że ci, co zginęli, byli źli, mieli tak mało do załatwienia i byli nikomu niepotrzebni, więc Bóg uznał za słuszne wezwać ich do siebie? A co sądzimy my, którzy nie jechaliśmy tym pociągiem? Ta tragedia jest dojmującymi w formie rekolekcjami dla myślących. Dla zdolnych spojrzeć na to wydarzenie inaczej niż jak na którąś tam katastrofę obejrzaną w telewizji. Potrafiących nie tylko żałować zabitych i rannych, ale też zatrzymać się i zastanowić, czy aby w dobrym kierunku idą, czy to, na czym im tak zależy, jest warte ich wysiłku… Że jednak nie ma ludzi nieśmiertelnych… „Lepiej jest iść do domu żałoby, niż iść do domu wesela, bo w tamtym jest koniec każdego człowieka, i człowiek żyjący bierze to sobie do serca” – powiada prorok Kohelet. Boxer
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!