Plac Sikorskiego w Siedlcach zamienił się w muzeum na dwóch kołach. mieszkańcy i pasjonaci techniki z minionej epoki przybyli, by wspólnie uczestniczyć w II Zlocie Rowerów z PRL. Impreza nie tylko zachwyciła różnorodnością jednośladów, ale też przyciągnęła ludzi z wyjątkowymi historiami i pasją, która – jak się okazuje – wciąż kręci się wokół… pedałów.
Wydarzenie miało charakter towarzyski, a jego celem było nie tylko pokazanie zadbanych i oryginalnych rowerów z epoki PRL, ale przede wszystkim integracja społeczności miłośników dawnej motoryzacji. Po rozdaniu nagród wszyscy uczestnicy utworzyli peleton i wspólnie przejechali przez miasto – blisko 4 kilometry – do Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 4, symbolicznie kończąc wydarzenie.
Wigry, Bałtyk i... tandem z duszą
W kategorii "Najstarszy rower PRL-u" zwyciężył Paweł Kordyś, który przywiózł na zlot prawdziwą perełkę – Bałtyk R-15 z 1954 roku. To model, który symbolizuje powojenny powrót Polski na rowerową mapę Europy. – „To pierwszy szosowy model po wojnie. Rower był w zasadzie gotowy do jazdy, musiałem tylko dopompować koło i dołożyć lampkę” – mówi Paweł Kordyś. – „Mam sentyment do staroci – wcześniej zbierałem motocykle i samochody, a teraz przyszła kolej na rowery. Bałtyk trafił do mnie niemal przypadkiem, a że tydzień później był zlot, miałem czym przyjechać”.
W kategorii "Najbardziej zadbany rower PRL-u" triumfował Piotr Tkaczyk z imponującym tandemem z 1974 roku. Wyróżnienia otrzymali także: Maciej Karasiński (rower szosowy z 1956 r.) i Marek Reszka, który wystąpił ze składakiem z 1980 roku. Ten ostatni zaskoczył nie tylko stanem zachowania, ale i kolorem. – „Rower odkopałem w garażu, cały był zakurzony. Wczoraj kilka godzin go czyściłem – nawet opony są oryginalne, stomilowskie. Kolor? Turkusowy. Rzadko spotykany, większość była zielona lub czerwona” – mówi Marek Reszka, debiutujący w zlocie.
Z kolei w konkursie „Mister Wigry 3” zwyciężył Piotr Wesołowski, właściciel modelu z 1989 roku. Wyróżniono również Tomasza Skórę (model z 1982 r.) oraz Tomasza Sapieję (rocznik 1978). – „To moja druga edycja. Rok temu byłem zaskoczony, ile takich rowerów się zachowało. Mój model szukałem dwa lata – chciałem mieć rower z roku mojego urodzenia. W końcu znalazłem egzemplarz z 1976 roku” – opowiada Tomasz Skóra.
Ludzie, którzy pamiętają, i ci, którzy dopiero poznają
Nie zabrakło także emocji w kategoriach osobowych. Najstarszą uczestniczką została Henryka Siwik, a najstarszym uczestnikiem zlotu – Bohdan Lichaczewski. – „Przejeżdżałem obok, spontanicznie się zarejestrowałem i… wygrałem. Codziennie jeżdżę rowerem” – mówi ze śmiechem pan Bohdan.
Tytuł "Najszybszego zawodnika toru rowerowego" przypadł Stanisławowi Kołdziejczukowi, który zdeklasował konkurencję w widowiskowej rywalizacji. Warto też wspomnieć o Krzysztofie Sapiei, który jako jedyny pokonał 5-metrowy odcinek… jadąc rowerem „na opak”.
Rower jako wehikuł wspomnień
Marek Pietrzak, zapytany o swój udział, mówi szczerze: – „Byłem tu rok temu i bardzo mi się spodobało. Rower? Nie kupiłem go specjalnie na zlot – miałem go już wcześniej. To rower, który cały czas był sprawny, oryginalny, tylko dodałem kierunkowskazy. Jeżdżę nim na co dzień – wydaje mi się bardziej solidny niż nowe”.
Wśród uczestników nie brakowało też debiutantów i pasjonatów z historią. Aleksandra Ziątkowska, mama trzyletniego synka, na pierwszy zlot trafiła przypadkiem, dziś jednak przyjechała już celowo – specjalnie przygotowana. – Za pierwszym razem to był czysty przypadek, teraz to już decyzja – chciałam tu być – mówiła. – Mam dwa rowery – jeden to Jubilat, drugi Plumbike. Jubilat został wyciągnięty z piwnicy mojego dziadka, specjalnie na tę imprezę. Choć jest przemalowany i nieodrestaurowany, ma swoją duszę – to rower na zasłużonej emeryturze – opowiadała. – Nie znam dokładnie roku produkcji, ale to nie szkodzi – liczy się historia i emocje. Lubię starą motoryzację, rowery, auta – mam chyba starą duszę. A przy okazji chcę pokazać synkowi coś więcej niż tylko współczesne zabawki.
Od Łucznika po Rometa – historia, która kręci
Zlot był też okazją do przypomnienia, jak rozwijał się przemysł rowerowy w Polsce. Pierwsze produkcje miały miejsce już w 1917 roku w zakładzie F. Zawadzkiego. W okresie międzywojennym dzienna produkcja sięgała 60 sztuk, a w latach PRL-u – dzięki takim firmom jak "Łucznik" i "Romet" – Polska stała się rowerową potęgą. Romet z Bydgoszczy osiągał nawet milion sztuk rocznie, a na drogach królowały: Wigry, Jubilat, Gazela, Konsul, Huragan i inne.
II Zlot Rowerów z PRL to nie tylko hołd dla techniki sprzed dekad, ale też spotkanie ludzi z pasją, wspomnień i nieprzemijającej miłości do prostych, niezawodnych konstrukcji.
Jak mówi jeden z uczestników, Paweł, który kupił rower przypadkiem, bez żony: – „Może by mi nie pozwoliła. Ale kolega takim jeździł, mam sentyment. Jak trafię ładnego BMX-a, też go kupię.”
Kolejny zlot? Uczestnicy już planują. A niektórzy – jak Tomasz Skóra – już wiedzą, na czym przyjadą: – „Na Ukrainie. Mam ją w garażu. Zaniedbana, ale dam radę.”
Bo stary rower, jak dobra historia – nie rdzewieje.
Na zakończenie zlotu uczestnicy ruszyli wspólnie peletonem ulicami miasta w kierunku Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 4 – symbolicznie, jakby chcieli powiedzieć: „To jeszcze nie koniec tej historii. To dopiero początek”.
Zdjęcia: Aga Król i Mariusz Drabio
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze