Reklama

Rozmowy polskie latem 2008

26/08/2008 13:42

Od czasu, gdy Jarosław Marek Rymkiewcz napisał „Rozmowy polskie latem 1983”, minęło – jak prosto porachować – lat dwadzieścia i pięć, czyli ćwierć wieku. A ćwierć wieku jest to, zwłaszcza że o najnowszą historię tu idzie, dziejowo znacząca jednostka obliczeniowa. Przez ćwierć wieku wiele może się zdarzyć. I właśnie się było wydarzyło.

„Takie były rozmowy, takie zabawy nasze latem roku 1983, kiedy to Polska – po rozwiązaniu „Solidarności” przez Jaruzelskiego – znowu dostała się pod panowanie komunistów. A na jak długo się dostała? Tego wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy” – podsumowuje swoją gawędę, leciutko parafrazując „Pana Tadeusza”, Jarosław M. Rymkiewicz. Latem roku 2008 mamy tę przewagę nad autorem „Rozmów polskich”, że my już wszystko wiemy: panowanie komunistów miało potrwać chwilkę. (Tych, którzy twierdzą, że komuna panuje do dzisiaj, biorę w nawias. To jest odklejona mniejszość.) Polska stała się Polską i zaszły drobne zmiany: niepodległość, wolny rynek, Internet, NATO, telefon komórkowy, Unia Europejska, sms. Nie będę udawał, że „Rozmowy polskie latem 1983” przeczytałem wtedy, kiedy należało przeczytać w 1984 r. albo rok później. Przeczytałem dopiero teraz. Spóźniona moja lektura owiana była nutką nostalgii, nad którą górował jednak zachwyt. Przez jakie przepaście przez te ćwierć wieku przeszliśmy, ile nieprzekraczalnych granic przekroczyliśmy i ile pragnień nam się spełniło. (Komu się spełniło, temu się spełniło. Komuchom się nie spełniło.) Pędząc na ulgowej wakacyjnej fali – doceńmy ten cud. Te dwadzieścia i pięć lat to był cud przecież! Cud, który mogliśmy oglądać z pierwszych rzędów. A kto chciał i się nie bał, nawet w nim uczestniczyć. To się raz zdarzyło i więcej się nam nie zdarzy. Oczywiście, oczywiście… święta zawsze wypadają za rzadko, poranki zbyt wczesne, a kasy zawsze za mało. Ale zanurzeni po uszy w kurzu codzienności, nie prześlepiajmy spraw fundamentalnych. A nuta nostalgii? Nutka nostalgii (nie za PRL-em, nie za PRL-em!) brała się stąd, że latem 2008 roku byłem tam, gdzie pan Mareczek, bohater Rymkiewiczowskiej opowieści - na Suwalszczyźnie. Co roku, choć na kilka dni, tam wracam. Zajadam się, a właściwie zajadamy - bo o większej rodzinnej i koleżeńskiej ekipie tu mówię - tymi samymi co pan Mareczek poziomkami, jagodami i jajecznicą na kurkach. Tegoroczne menu urozmaiciliśmy upieczonym na ognisku świeżutko wydobytym z jeziora leszczem (54 cm). Urok rozmów polskich latem 2008 r. polega na tym, że chwilowo nie musimy rozmawiać o Polsce. Nie ma już tych kontrolerów, którzy - jak w piosence Jana Pietrzaka - dym z papierosa puszczając beztrosko, mogliby nam powiedzieć, że niestety nie należymy do tych, którzy powinni zajmować się Polską. Nikt nie zabrania, ale przymusu też nie ma. Na partyjne masówki nikt nie gania. O Polsce na wakacjach nie musimy rozmawiać. Możemy rozprawiać o sztuce oporządzania leszcza. Polska nie jest krajem idealnym i nie ma łatwo. Ale brak trampek wtedy, 25 lat temu, oraz brak miejsc do parkowania dzisiaj - to są, proszę wybaczyć, dwa zupełnie różne rodzaje bólu egzystencji. Budzimy się i spoglądając w niebo nad Suwałkami powtarzamy z wiarą: No przecież się przejaśnia! Dariusz Kuziak

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Reklama

Wideo Tygodnik Siedlecki




Reklama
Najnowsze wiadomości