Czekałem na pociąg. Przechadzając się po peronie, w niewielkim oddaleniu od budki dyżurnego ruchu (?), zauważyłem kota, kręcącego się obok dwu pań. Byłem zaskoczony, że – jak sądziłem – opiekunki zwierzęcia pozwoliły mu, bez smyczki, poruszać się w dość niebezpiecznym miejscu. Kocię pomiaukiwało, panie rozmawiały. Gdy zbliżyłem się na kilka kroków, łaciaty futrzaczek zaczął mi się bacznie przyglądać. Postąpił nawet dwa, trzy kroki, ale ostatecznie wyminął mnie, miaucząc tak jakoś żałośnie i podążył spiesznie ku gromadzie ludzkiej.
Zza wiaduktu doleciał sygnał nadjeżdżającego, choć jeszcze niewidocznego pociągu.
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!